Skocz do zawartości
News Ticker
  • This is a news ticker

xiaomi

Użytkownik
  • Zawartość

    16
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Aktywność reputacji

  1. Like
    xiaomi otrzymał reputację od Starun w www.matchbook.com   
    ale jak to, przecież jest GeeksToy http://www.geekstoy.com/en/download  - nie dziala czy co?
  2. Like
    xiaomi przyznał reputację dla maestro1241-2% dziennie!   
    Według mnie wyrobienie określonego, z góry założonego zysku dziennie to nie jest dobrze postawiony cel. Przecież w karierze tradera zdarzają się dni posuchy, w których nie ma odpowiednich rynków do gry. Są też dni, które trzeba zamknąć na minusie i po prostu pogodzić się z tym. W takich przypadkach cel wyrażony jako profit na poziomie 1-2 % siłą rzeczy nie będzie zrealizowany, a wtedy prawdopodobnie będziesz chciał się odegrać i będziesz "na siłę" wchodził w rynki, w które nie powinieneś wchodzić żeby tylko zamknąć dzień na plus. Będzie to skutkowało jeszcze większymi stratami. 
    Nie powinno się stawiać celów, które sprawią że będzie się handlowało pod presją wyrobienia określonego zysku. Trading to przecież także sztuka łapania okazji, szukania luk w rynkach, a te nie zdarzają się codziennie, a nawet jak się zdarzają to nie zawsze można je wyłapać. 
    Lepiej skupić się na celach długoterminowych, albo takich, które rozwiną Twoje umiejętności: na przykład przetestowanie danej metody  na określonej liczbie rynków itp.
  3. Like
    xiaomi przyznał reputację dla lenoWycieczka na Old Trafford   
    Poniżej postaram się w dość obszernym skrócie napisać sprawozdanie z naszej wycieczki na spotkanie Manchester United – Swansea City i nie tylko.

    Piątek 04.05.2012 – wyprawa do Manchesteru

    Wylot mieliśmy zaplanowany na godzinę 10.35 bezpośrednio z lotniska w Pyrzowicach do Manchesteru. Niestety bezpośrednich połączeń z Polski do Manchesteru jest bardzo niewiele bo tylko z Pyrzowic i Rzeszowa, więc wyboru za dużego nie było. Złożyło się jednak dosyć szczęśliwie bo zarówno Mazitbg jak i ja mieliśmy do lotniska całkiem niedaleko. Podróż na lotnisko przebiegła dość sprawnie i odpowiednio wcześnie, około 8.30 stawiliśmy się obaj wraz ze swoimi dziewczynami na lotnisku. Po otwarciu bramek od razu udaliśmy się do kontroli bezpieczeństwa z naszymi podręcznymi bagażami. Wszystko poszło dość sprawnie, po czym udaliśmy się na przechadzkę po sklepach bezcłowych, w których to podobno miało być tak tanio… Wypiliśmy po mocnym browaru na odwagę i udaliśmy się do samolotu. Gdy już wszyscy zajęli miejsca rozpoczął się krótki pokaz instruktażowy dotyczący zapinania pasów i ogólnie zachowania się w krytycznych przypadkach. Po tym nudnym przedstawieniu wreszcie kołowaliśmy na nasz pas startowy, mała przegazówka silników i ruszyliśmy. Trochę wciskało w siedzenia i po chwili już znaleźliśmy się w powietrzu. Lot ogólnie przebiegał spokojnie i wiele się nie różni od przejażdżki takim trochę większym autobusem.

    Po 2 godzinach nareszcie zaczęliśmy podchodzić do lądowania, które było drugą atrakcją po starcie.
    Po wyjściu z samolotu od razu trzeba było się zaopatrzyć w kurtkę. Niebo pochmurne jakby miało zaraz zacząć lać, a oprócz tego bardzo zimny wiatr przeszywający na wylot. Pierwsza myśl „gdzie myśmy przylecieli jak w Polsce tak grzeje”

    Po wyjściu z lotniska zadowoleni, że zaraz udamy się do naszego hotelu, włączamy pieszą nawigację, a tu nic. Praktycznie zero połączenia a mapka ładowała się chyba z 15 min co bardzo osłabiło baterię. Daliśmy sobie z tym spokój i postanowiliśmy zapytać kogoś o drogę, lecz większość nie wiedziała jak tam dojść na piechotę choć było tam niespełna 2 mile i kierowano nas na postój taksówek. Dopiero biedna pani z dużą torbą w jednej ręce i jeszcze większą walizką z telewizorem w drugiej, którą musiałem wyręczyć zaprowadziła nas na dworzec autobusowy. Tam bardzo miły starszy Pan wytłumaczył nam wszystko dokładając do tego kilka mapek, żebyśmy się nie zgubili. Gdy podjechał autobus, kupiliśmy u kierowcy bilety i ładnie poprosiliśmy, żeby zatrzymał się przy wskazanym hotelu. Po około 10 min drogi kierowca zatrzymał się przed samymi drzwiami hotelu.
    Tam dość szybko załatwiliśmy papierkowe formalności i udaliśmy się do naszego pokoju na krótki wypoczynek.

    Popołudniem poszliśmy na spacer po okolicy. Podziwialiśmy niewielkie, angielsie domki z czerwonej cegły i piękne trawniki przed posiadłościami. Na każdym podjeździe można było zobaczyć po dwa, a nawet więcej nie byle jakich samochodów. Tak więc po niedalekiej przechadzce doszliśmy do wniosków, że całkiem nieźle sobie tutaj ludzie mieszkają. Jedynym minusem w tej okolicy mogły być ciągle startujące i lądujące samoloty.
    Jako, że mecz był przewidziany na niedzielę planowaliśmy na sobotę udać się do Liverpoolu, aby pozwiedzać tamtejsze miasto. Bez problemu znaleźliśmy połączenie komunikacyjne na sobotni poranek na pobliskiej stacji kolejowej.

    Dość mocno wygłodzeni udaliśmy się do pierwszego lepszego baru/restauracji, gdzie zjedliśmy sobie po kebabie za 4,80Ł (nie ma co przeliczać na nasze bo można się przestraszyć ;p). Po zaspokojeniu głodu udaliśmy się jeszcze do marketu po małe zakupy. Akurat pierwsze co nam z Mazim wpadło w oko to promocja Calsberga 20 pus za jedyne 12Ł J. Bez wahania z tejże promocji skorzystaliśmy. Dla porównania obok na półce było nasze polskie Tyskie za 2,15Ł. Zmęczeni całym dniem pierwszych wrażeń wróciliśmy do hotelu. Po zmęczeniu większej części naszych zakupów i obejrzeniu angielskich milionerów poszliśmy spać.

    Sobota 05.05.2012 – podróż do Liverpoolu

    Tak jak planowaliśmy z samego rana zaraz po obfitym śniadaniu, które zapewniał nasz skromny hotelik udaliśmy się na pobliską stację kolejową. Zakupiliśmy bilety w obie strony do i z Liverpoolu. Niepokoiło nas tylko to iż pani w okienku mówiła, że musimy się w centrum przesiąść do innego pociągu. Jednak po dojechaniu na dworzec centralny problemu ze znalezieniem odpowiedniego pociągu do Liverpoolu nie było. Pełno tablic informacyjnych oraz pracowników, którzy sprawdzają bilety przed wejściem na terminal pozwoliły na bezproblemowe odnalezienie właściwego pociągu. Po zajęciu miejsc ujrzeliśmy ciekawy widok gdzie 3 kolesi w dresach Liverpoolu na legalu spożywali sobie piwko podczas podróży pociągiem. Szybko wzięliśmy z nich przykład i każda następna przejażdżka tym środkiem lokomocji wiązała się z zimnym Calsbergiem :-D
    Podróż trwała około 40 min. Z dworca wychodzi się praktycznie do samego centrum. A z racji, że była to sobota znajdowały się tam tłumy ludzi. Większość pubów i restauracji była przepełniona. Wszędzie pełno kibiców w szalikach Liverpoolu bądź Evertonu. Spotkaliśmy nawet jednego w koszulce Newcastle. W naszym cudownym kraju taka sytuacje zapewne przerodziła by się w jedno wielkie mordobicie… W centrum znajdował się dość duży sklep firmowy The Reds. Można tam kupić praktycznie wszystko co wiąże się z klubem.




    Po zwiedzeniu centrum udaliśmy się w kierunku wybrzeża. Po drodze jednak mijaliśmy liczne sklepy z odzieżą i jako, że byliśmy z dziewczynami nasze tempo podróży od razu spadło. Na szczęście dość szybko dziewczyny odstraszyły tamtejsze ceny i mogliśmy iść dalej. Na wybrzeżu zmarudziliśmy dość sporo czasu na podziwianiu widoków i budowli, po czym ruszyliśmy z powrotem w stronę centrum okrężną drogą. Przechodziliśmy przez dzielnicę, gdzie znajdowały się liczne biurowce i w sobotę praktycznie nie można tam znaleźć żywej duszy. Wszyscy chyba żyją tam meczami i bawią się w pubach.

    Po dotarciu do centrum próbowaliśmy się znów dowidzieć jak dotrzeć pieszo do Anfield Road. Niestety nikt się nie orientował, ale każdy wiedział którym busem tam dojechać. Udaliśmy się więc na przystanek i czekaliśmy na odpowiedni autobus. Oprócz nas stała dam dosyć spora rzesza kibiców The Reds. Autobus który podjechał również był dosyć przepełniony, a z racji tego iż było dosyć późno podjęliśmy decyzję, że wrócimy już z powrotem do Manchesteru i tam trochę jeszcze pozwiedzamy centrum i na koniec skoczymy na Old Trafford.

    Po powrocie do Manchesteru zrobiliśmy sobie dość porządny spacer po mieście. Od głównego dworca poruszaliśmy się cały czas w kierunku stadionu podziwiając zabudowania miasta. Po przebyciu dość sporej drogi bo około 4,5 mili wreszcie naszym oczom ukazał się Teatr Marzeń. Stadion z zewnątrz robi naprawdę duże wrażenie. Wokoło stadionu były praktycznie pustki. Jedynie kilkoro turystów robiło sobie tam zdjęcia. Pojawił się jeden z pierwszych handlarzy przedmeczowych od, którego zakupiliśmy pamiątkowe szaliki przygotowane specjalnie na mecz Manchester – Swansea. Po zakupie usłyszeliśmy sympatyczne „dziękuję” z ust sprzedawcy. Przyszła kolej na zrobienie kilku zdjęć pamiątkowych, po czym udaliśmy się w kierunku wejścia do muzeum. Niestety panowie, którzy byli w środku uświadomili nas, że w tym dniu stadion niestety nie jest już udostępniony do zwiedzania. Chwilę jeszcze z nimi pogawędziliśmy, jeden z Panów ładnie błysnął językiem polskim mówiąc na koniec „do widzenia”.




    Niedziela 06.05.2012 – Matchday

    Nareszcie mamy dzień, w którym odbyła się największa atrakcja tego wyjazdu, czyli mecz pomiędzy miejscowym Manchesterem United i przyjezdnymi Swansea City. Spotkanie zaplanowane było na godzinę 16.00 angielskiego czasu. Przed wyjazdem na stadion udaliśmy się jeszcze na lotnisko, gdyż tam koło godziny 12.00 miał pojawić się jeszcze jeden kolega, który wygrał bilety na to spotkanie na facebooku. Tym razem już taksówką udaliśmy się do naszego hotelu na szybki obiad po czym ruszyliśmy kolejką do centrum miasta. Stamtąd już autobusem dotarliśmy w pobliże stadionu. Im bliżej Olt Trafford tym bardziej widać było zatłoczone ulice. Duża ich część była także pozamykana na czas meczu.

    Czas nas trochę gonił. Planowaliśmy dotrzeć na stadion trochę wcześniej, ale się nie udało. Po odebraniu biletów szybko ruszyliśmy do odpowiedniego wejścia. Ku naszemu zdziwieniu nie było żadnych kolejek, wszystko szło bardzo płynnie. Na wejściu także nie było żadnego przeszukiwania jakie ma miejsce na naszych stadionach. Po pokonaniu „klatki schodowaj” nareszcie mogliśmy zobaczyć stadion od środka. Po prostu nas zamurowało na ten widok. Ciarki po plecach aż przeszły i po chwili jeden z porządkowych kazał przechodzić dalej i wskazał nam dokładnie nasze miejsca. Znajdowaliśmy się na trybunie East Stand czyli centralnie za jedną z bramek. Na trybunie byliśmy na około 20 min przed rozpoczęciem spotkania. Wszyscy zawodnicy jak i sędziowie akurat prowadzili rozgrzewkę. Trybuny o dziwo nie były jeszcze zapełnione. Dopiero tak po 10 min ubywało wolnych miejsc. Kibiców United praktycznie nie było w ogóle słychać. Za to nieliczni kibice przyjezdnych raz za razem coś śpiewali i zachowywali się dosyć głośno. Dopiero kiedy zawodnicy wybiegli na boisko można było się przekonać co to znaczy rzesza kilku tysięcy kibiców. Ale później znów zamilkło i słychać było tylko fanatycznych kibiców Swansea. Kibice United najczęściej bili tylko brawa przy udanych akcjach swojego zespołu, bądź słychać było jęk zawodu, kiedy to ktoś źle podał lub skiksował przy uderzeniu. Kilkakrotnie podczas meczu kiedy już „śmierdziało bramką” skandowali głośno „united, united, united!”

    Trochę teraz o przebiegu meczu. Od samego początku Manchester dyktował warunki gry. Większość czasu piłka znajdowała się na połowie Swansea. Kilka groźnych akcji przeprowadzali na skrzydłach na przemian Young albo Valencia. Jeden z rzutów rożnych także o mało nie zakończył się bramką. Dodam, że za każdym razem kiedy Young zabierał się za wykonywanie rzutu rożnego słychać było głośne buczenie ze strony przyjezdnych lecz po chwili zagłuszone to wszystko było przez kibiców United bijących brawa.
    Już w pierwszej połowie mogliśmy zobaczyć dwa gole. Szkoda tylko, że jedyne i padały na przeciwległą bramkę od tej gdzie siedzieliśmy. W drugiej połowie przez kilka minut doszła do głosu nawet drużyna gości lecz nie wykorzystała żadnej z okazji. Następnie dalsze swoje ataki przeprowadzali gospodarze. Często dochodzili do 16-17m i tam je kończyli. Jednej z lepszych sytuacji nie wykorzystał Rooney minimalnie kierując futbolówkę obok lewego słupka.
    Ogólnie mecz przebiegał dosyć spokojnie. Bez żadnych ostrzejszych zagrań i dłuższych przerw w grze. Obie drużyny starały się grać od tyłu i jak najdłużej utrzymać w posiadaniu piłki. Nie było zbyt wielu dłuższych zagrań, jedynie od czasu do czasu Scholes popisywał się ładnym crossem do skrzydłowych.

    Wynik spotkania nie uległ już zmianie. Po zakończeniu spotkania piłkarze zrobili jeszcze rundkę wokół boiska, a kibice którzy jeszcze nie wyszli ze stadionu głośno bili brawa swoim zawodnikom. My jeszcze chwilkę zostaliśmy, żeby zrobić jakieś zdjęcia lecz po chwili porządkowi kazali nam kierować się do wyjścia.
    Wrażenia z meczu niesamowite. Ogrom stadionu i rzesza kibiców robią swoje. Do tego jeszcze poziom gry, w której ciągle się coś dzieje i nie pozwala się nudzić. Polecam każdemu taki wyjazd. Przeżycie i wspomnienia niesamowite. W przyszłości pewnie wybiorę się jeszcze na wyspy, na nie jedno takie spotkanie.

    Na zakończenie chcieliśmy jeszcze wspólnie serdecznie wszystkim podziękować. W szczególności Adminom forum traderzy.pl, którzy zorganizowali dla nas wszystkich konkurs z tak wspaniałą nagrodą, głównemu sponsorowi wyjazdu czyli firmie Betfair, a także wszystkim użytkownikom tego forum. Dzięki wam mogliśmy przeżyć te niezapomniane chwile na Old Trafford.










×