Skocz do zawartości
×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Lorem Ipsum is simply dummy text

Lorem Ipsum is simply dummy text of the printing and typesetting industry. Lorem Ipsum has been the industry's standard dummy text ever since the 1500s

Test Test

Lorem Ipsum is simply dummy text

Lorem Ipsum is simply dummy text of the printing and typesetting industry. Lorem Ipsum has been the industry's standard dummy text ever since the 1500s

Test Test

Lorem Ipsum is simply dummy text

Lorem Ipsum is simply dummy text of the printing and typesetting industry. Lorem Ipsum has been the industry's standard dummy text ever since the 1500s

Test Test

Lorem Ipsum is simply dummy text

Lorem Ipsum is simply dummy text of the printing and typesetting industry. Lorem Ipsum has been the industry's standard dummy text ever since the 1500s

Test Test

adam82

Użytkownik
  • Zawartość

    51
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    15

Aktywność reputacji

  1. Like
    adam82 otrzymał reputację od sebo2255 za wpis na blogu, Zapobieganie gniewowi   
    W temacie gniewu została mi do poruszenia jeszcze jedna kwestia - jak zapobiegać gniewowi?
    W ogólności odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta i brzmi następująco: Należy starać się wyeliminować przyczyny powstawania gniewu
    Wrócę zatem do przyczyn które określiłem we wpisie z dna 4 grudnia roku pańskiego 2015. Będę analizował każdą z przyczyn osobno.
    1. Wyredowanie zysku zbieranego przez kilkadziesiąt minut lub nawet kilka godzin w kilka lub kilkadziesiąt sekund (podobnie wyredowanie zysku z kilku dni/tygodnia wciągu kilku/kilkunastu minut itp.)
    Musimy zdać sobie sprawę, że przyczyną tego typu wtop jest najczęściej zbyt wysoka stawka na jedno z wejść które pójdzie w złym kierunku. Remedium na ten problem jest płaska stawka na każdym wejściu. Trzeba jednak wiedzieć, że nie zawsze to pomoże, ponieważ czasami możemy mieć do czynienia z sytuacją balansowania na krawędzi małego greena przez kilka godzin. i wtedy nawet mała płaska stawka przy znacznym odwróceniu rynku przeciwko nam może doprowadzić do reda skutkującego silnym gniewem. Sytuacja może wyglądać następująco - przez 4 - 6 godzin tradingu  oscylowaliśmy w granicy zysku dziennego na poziomie 50 - 100$ lecz nagle dwa punkty z rzędu sprawiły, że już jesteśmy na redzie. Sama świadomość tego że całodzienny green zamienił się w kilkadziesiąt sekund w red mimo małych stawek i tradingu bez błędów może doprowadzić do powstania gniewu.
    Wyjściem z tej sytuacji może być ograniczenie świadomości osiąganych zysków/strat, to natomiast można osiągnąć na kilka różnych sposobów. Pierwsze które przychodzą mi do głowy to:
    - częściowa automatyzacja tradingu i pozostawienie siebie tylko jako obserwatora zdarzeń mało prawdopodobnych (kontuzji itp.) w meczu które mogłyby mieć kolosalne znaczenie dla kursu.
    - zatrudnienie osoby która będzie wykonywać nasze decyzje o wejściu wyjściu z rynku po określonym kursie i tylko ta osoba będzie wiedziała jaki jest aktualnie zysk/strata.
    - software który nie pokazuje aktualnego zysku/straty, a pozwala jedynie na wejście i wyjście z rynku określoną stawką po określonym kursie.
    2. Sytuacja meczowa, w której do spełnienia warunku zysku jest już niezwykle blisko, ale jednak to nie następuje i przez to zysk jest dużo mniejszy lub pojawia się strata. Przykładem takiego warunku do spełnienia może być prosty smecz w tenisie czy rzut karny w piłce nożnej, które jednak nie zostają wykorzystane.
    To jest chyba najtrudniejszy punkt, na który nie wiele możemy poradzić. Chciałbym tutaj wspomnieć jednak dwa komentarze z moich poprzednich wpisów. Pierwszy z nich to
    @firence:Zauważyłem, że jak coś gram na co streama nie mam to mniej sie denerwuje w przypadku reda. Tenis inplay w wykonaniu ułomnych pań z wta tam najłatwiej o gniew.
    I jest w tym sporo prawdy, a szczególnie powyższy cytat pasuje właśnie do tego punktu. Oglądając bowiem mecz w którym 1 łatwy smecz, który nie zostaje wykorzystany, dałby ładnego greena możemy łatwo rozstroić się nerwowo. Rzeczywiście tutaj rozwiązaniem jest granie ze zwykłym scoreboardem zamiast streama. Może to w znacznym stopniu zredukować gniew. Przed podjęciem takiej decyzji warto jednak pomyśleć o konsekwencjach braku streamu, które mogą być bardzo dotkliwe dla budżetu. Mogą wywołać jeszcze wyższą stratę żal i rozpacz ale z pominięciem wcześniejszego wybuchu gniewu.
    Drugi cytat to:
    @FOREX 366: Gniew powstaje w wyniku frustracji, z kolei frustracja to nic innego jak uczucie bezsilności na to co się dzieje czyli po prostu idzie nie po twojej myśli, na to nie masz wpływu ... Najlepszym sposobem poradzenia sobie z gniewem jest akceptacja, akceptacja i jeszcze raz akceptacja
    Forex podszedł do problemu trochę go spłycając, ponieważ są przyczyny powstawania gniewu na które mamy wpływ. W tym jednak przypadku (pkt. 2 niniejszego posta) rzeczywiście wpływu nie mamy i próba akceptacji zaistniałej sytuacji jest najlepszym co możemy zrobić.
    3. Brak możliwości pocięcia straty w momencie gdy to cięcie założyliśmy, spowodowane zbyt małą płynnością rynku, mimo wystawienia kursu który powinien zostać przyjęty. W konsekwencji rodzi to większą stratę, na którą nie jesteśmy już emocjonalnie przygotowani.
    Ten punkt jest w teorii w miarę prosty. Rynki z małą płynnością powinniśmy traktować bowiem odpowiednio mniejszymi stawkami. W praktyce jest to jednak trudne z powodu przyzwyczajeń z innych rynków. Rynki z bardzo małą płynnością powinniśmy całkowicie odpuszczać , no chyba że ktoś gra hipervalue i to najlepiej jeszcze betowe bez cięcia i bez realizacji zysków.
    Czasami jednak mimo niezłej płynności rynku kurs na którym powinna pociąć się nasza strata nie zostaje przyjęty. Może tak być z różnych względów. Rozwiązanie tych sytuacji również moim zdaniem istnieje. Należy wybierać takie momenty na wejścia, żeby szansa na pocięcie straty była jak największa tzn. w przypadku tenisa nie należy grać na break przeciwko szybko serwującemu zawodnikowi w sytuacji w której przegrywa on w swoim gemie. czasami jest on bowiem w stanie 40s zdobyć 3 punkty z rzędu, wtedy łatwo sobie przeliczyć że mamy tylko około 10 - 15s na wybranie oraz zagranie kursu po którym strata ma się pociąć i inni w tym czasie muszą go zauważyć i zagrać przed kolejnym punktem.
    Jak każda sytuacja jednak, tak i tu nie zawsze możemy wszystko przewidzieć i kontrolować. Np w przypadku kontuzji i kreczu czasem nie ma możliwości pocięcia (szczególnie dla ludzi z wolniejszym streamem/scoreboardem) bo ladder staje się bardzo szybko pusty. Mimo wszystko w większości takich przypadków moim zdaniem nie ma silnego/długotrwałego gniewu jest niedowierzanie, zaprzeczenie, rozpacz - emocje bolesne ale moim zdaniem w ogólności dużo mniej destrukcyjne.
    4. Tzw. odbicie od celu dziennego/tygodniowego/miesięcznego zysku u traderów takie cele mających. To sytuacja w której do osiągnięcia danego celu brakuje 1 - 3%, a osiągnięcie celu skutkowałoby zakończeniem tradingu i okresem wolnym od tradingu przez określoną ilość czasu. Niestety odbicie polega na tym, że tego celu nie osiągamy i wtedy z brakującego 1 - 2% zysku robi się brakujące kilkanaście - kilkadziesiąt % W skrajnych przypadkach może to później lawinowo skutkować nawet wyredowaniem danego dnia/tygodnia czy miesiąca.
    Ten punkt jest najłatwiejszy w zwalczaniu. Rezygnacja z jakichkolwiek celów kwotowych dziennych/tygodniowych/miesięcznych. Bez jakichkolwiek kompromisów. Cele te mają też swoje zalety i może nawet jest ich więcej niż wad, ale optymalizując redukcję gniewu powinniśmy je wywalić.
    5. Wyjątkowe wejście raz w meczu większą stawką, po wielu innych wejściach stawką zwykłą i sytuacja meczowa, która sprawia że cały zysk zostaje zniszczony z powodu konieczności cięcia tego wejścia.
    Rozwiązaniem jest bezkompromisowa płaska stawka.
    6. Kilkukrotne pięcio, czasami dziesięcio lub nawet kilkunastokrotne wejście które powinno w naszej ocenie mieć co najmniej kilkadziesiąt procent szans, lecz za każdym razem sytuacja meczowa (rynek) idzie przeciwko (czyli tzw. czarna seria).
    Tutaj niewiele możemy poradzić. Kolejna z sytuacji o których pisał @Forex366 Podstawa to ćwiczenie się w akceptacji takich wydarzeń i o ile w poprzednich punktach ciężko zareagować akceptacją to akurat w tym przypadku - powtarzana seria pecha która buduje coraz większego reda - z pomocą przychodzi doświadczenie. Im więcej rynków zagramy im częściej z takimi seriami będziemy się spotykać i łatwiej będzie nam zrozumieć, że one mają prawo wystąpić, a tym samym łatwiej będzie je zaakceptować.
    Muszę jednak dopowiedzieć że to podejście jest skuteczne tylko dla traderów pewnych swoich umiejętności, bo skoro masz dużo czarnych serii i ogólnie nie zarabiasz, to znaczy że prawdopodobnie nie grasz value i akceptując czarne serie wcale nie robisz dobrze, ponieważ być może akceptujesz swoje błędne wejścia i nie wyciągasz z nich żadnych wniosków.
    7. @Peszkin: Co do momentów gniewu w tradingu, największy wywołuje u mnie moment gdy zostałem "tradować" choć miałem inne plany,a rynek kończy się solidnym redem
    @wojciech_21: Mnie takie coś dopada zwykle, gdy mam jakąś dłuższą serię spokojnego, normalnego tradingu - gdy wszystko idzie zgodnie z planem, albo gdy już mam zamiar  w tym dniu nic nie grać, a na siłę coś jeszcze odpalę.
    Ten punkt zostawiam na koniec, ponieważ pokazuje on nie tylko kolejną przyczynę powstawania gniewu, ale także cechę dużo bardziej ogólną, która ma znaczenie prawie w każdej przyczynie powstawania gniewu. Jest to mianowicie brak konsekwencji.
    W punktach 4. i 5. podałem całościowe, a w innych częściowe sposoby zapobiegania gniewowi. W każdym jednak przypadku do realizacji tych rozwiązań potrzebna jest żelazna konsekwencja i szczególnie to widać we wspomnianych przez Peszkina i wojciecha_21 sytuacjach. Podjęcie decyzji o zakończeniu tradingu w danym dniu to prawdopodobnie jedno z najczęściej łamanych przez traderów postanowień i mimo że nie zawsze prowadzi to do reda/wybuchu negatywnych emocji to jednak z definicji jest złe. Sam od czasu do czasu popełniam ten błąd, ale mimo wszystko stoję na straży przekonania, że konsekwencję przydatną także w innych decyzjach w tradingu powinniśmy właśnie budować na podstawie podejmowania i wytrwania decyzji o zakończeniu tradingu w danym dniu. Trwanie w tym postanowieniu jest dobre, niezależnie od tego jaka okazja pojawi się na kolejnym rynku, którego nie mieliśmy już ruszać. Pomocne w w wytrwaniu w tej decyzji może być odcięcie się od informacji o rynkach które jeszcze pozostały w danym dniu (zamykamy streamy, scoreboardy, fora, czaty tradingowe) co niniejszym kończąc mą wypowiedź czynię.
     
    EDIT: "Zapobieganie gniewowi" - dziwnie się to słyszy i pisze, ale myślałem nad tym z 5 min i chyba to jest poprawna polszczyzna
  2. Like
    adam82 otrzymał reputację od jolanta za wpis na blogu, Pogarda dla Ticka   
    Szczęść Boże!
    Do stworzenia niniejszego wpisu skłoniło mnie kilka rozmów, które od czasu do czasu można obserwować na shotuboxie. Z ubolewaniem patrzę bowiem, jak dzisiejsza młodzież lekce sobie waży Ticka.
    Bohaterowie naszej historii to:
    Sebix - młody (duchem) adept tradingu, który uważa się za niedoświadczonego, mimo że siedzi na betfair już prawie 2 lata i właśnie tym brakiem doświadczenia tłumaczy swoje ciągłe "balansowanie koło zera" czyli w przełożeniu na polski bycie na ciągłym minusie.
    Mati - doświadczony trader, który miewa lepsze lub gorsze tygodnie i miesiące, ale ostatecznie w dłuższym rozrachunku zawsze jest na plus.
    Typowa rozmowa:
     
    - Hehe Mati to co teraz chyba lay bo kurs już tak nisko?
    - Naturalnie Sebastianie. Dobrze prawisz.
    - Ok. To bierzemy i czekamy.
    3 minuty później:
    - %&rwa Mati znowu stówka reda
    - No ja też red ale tylko 2dr.
     
    Była sobie raz sytuacja meczowa, w której to kurs nisko powędrował.
    W okolicach 1.03 można było próbować swoich szans na wejście w rynek i takoż Mati jak i Sebix postanowili w tym momencie layować. Sebix który odznaczał się niewypowiedzianą wręcz pogardą dla ticka wziął to co było do wzięcia, czyli zlayował 1.04. Mati pomny na swoje doświadczenie i podchodząc z szacunkiem do ticka ustawił się z layem na kursie 1.02. Wnet okazało się że kurs 1.03 został szybko jeszcze w tej przerwie między gemami (bo był to mecz tenisa) zabackowany, co dawało pewną szansę Matiemu by jego lay 1.02 został przyjęty. Jak się później okazało w trakcie punktu gdy jeden z zawodników osiągnął już optyczną, ale nie decydującą przewagę ktoś zdecydował się zagrać dużym backiem kurs 1.02 i w ten sposób pozycja Matiego została skupiona.
    Nieszczęśliwie okazało się jednak ostatecznie tak, że nie było szansy na zgreenowanie i oba wejścia grane tą samą stawką zakończyły się redem, z tym że  Sebix zredował na 100 a Mati na 50.
    Na tym kończy się historia prawdziwa, teraz ją trochę rozwinę i popuszczę wodze fantazji.
    Załóżmy że Sebix i Mati są ostrożnymi graczami, nie redują ogromnymi redami i grają tylko laye małych kursów - strategia to jak najbardziej prawidłowa, z tym że przyjmijmy, że uśredniona różnica pomiędzy kursami na jakich wchodzili ci Panowie wynosiła nie jak w powyższym przypadku 2 ticki, ale tylko 1 tick.
    Sebix i Mati nie zadowalają się ochłapami, czekają na grube odbicie z niskiego kursu. Prowadzi to do tego że redują około 90% wejść a tylko 10% wejść zamykają z zyskiem.
    Przypuśćmy że Panowie zagrali 50 niskich layów w miesiącu, 5 zgreenowanych, 45 zredowanych. Suma greenów dla obu Panów jest bardzo podobna (minimalnie na korzyść Matiego) ale dla uproszczenia przyjmijmy że jest to taka sama kwota po 1k na greena czyli w sumie 5k przychodów. Zgodnie z tym co przyjęliśmy wcześniej określmy średni niski lay jaki grają Panowie. U Matiego będzie to 1.03 u Seby 1.04.  Panowie grają prosty trading, każdy mecz, każde wejście płaska stawka w wysokoścji 3k €. Z tego wynika że średni red u Sebastiana to 120€ u Matiego 90€. Mnożąc to przez 45 redów w miesiącu otrzymujemy straty z redów  wysokości 4050€ Matiego oraz 5400€ Sebastiana. Bilansując zyski i straty mamy następujące zakończenie miesiąca:
    Mati +950€
    Seba -400€
    Na zakończenie miesiąca mamy zatem następujące postaci: Mati- w miarę z siebie zadowolony że udało mu się wypracować zarobek rzędu ponad jednej średniej krajowej niewielkim nakładem czasu i sił i Sebix, który to musi biec do mamy po pożyczkę kasy na kolejny miesiąc jego tradingowych przygód.
     
    To tyle jeżeli chodzi o mój dzisiejszy wpis. Na zakończenie trochę prywaty i klasyk - Natalia Oreiro - Cambio Dolor.
     
     
     
  3. Like
    adam82 otrzymał reputację od jolanta za wpis na blogu, Cięce strat   
    Niedziela 7.02.2016 r. g. 20.25
    Drogi pamiętniczku,
    Chwilę zbierałem się żeby ponownie coś tutaj napisać i szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się dalej tutaj zaglądać i pisać. Założyłem sobie jednak że ten temat poruszę i prędzej czy później powinienem to zrobić. Być może dzisiaj nie uda mi się zamknąć tematu, ale postaram się przekazać to co tym razem leży mi na sercu.
    A leży mi na sercu strat cięcie w tradingu sportowym..
    Stara legenda ludowa opowiadana z dziada pradziada głosi: "Synu tnij stratę, gdy tylko się pojawi, tnij ją mocno i dobitnie, nie wahaj się ani przez chwilę bo czas szybko mija"
    W rzeczywistości w dniach dzisiejszych można powiedzieć i znaleźć na większości poradników tradingu nie tylko sportowego zalecenie: "Pozycje zyskowne trzymaj długo, pozycje stratne tnij szybko".
    To stwierdzenie jest dobre i prawdziwe ale tylko w ogólności. Ogólność ta polega na tym, że jest strasznie nieprecyzyjne i można je rozumieć na bardzo wiele sposobów w zależności od osoby i od sposobu tradingu jaki uprawia. Poza tym ogólność tego stwierdzenia znaczy tyle, że są od niego wyjątki.
    Inne twierdzenie dotyczące tradingu głosi - nie ważne w którą stronę otwierasz pozycję. Nie ważne czy wchodzisz aktualnie na zwycięstwo faworyta czy zawodnika który dostaje ostre lanie - ważne natomiast co zrobisz z tą pozycją w zależności od tego jak się mecz rozwinie. To twierdzenie jest już moim zdaniem trochę mniej sprawdzone ale na pewno cząstka prawdy w nim także występuje. Gdybym ja miał wskazać procentowo co w tradingu in play tworzy zarabiającego tradera (wyłączając szybkość źródła danych z jakiego korzysta, którego to wartość jest ciężka do oszacowania) rozdzielił bym to tak:
    - 40% - granie value
    - 30% - cięcie strat
    - 15% - realizacja zysków
    - pozostałe 15% inne takie jak program do tradingu, sprżet, nasz aktualny stan zdrowotny, warunki w jakich handlujemy itp.
    Zbyt mała wiedzę posiadam, i człekiem dość nikczemnym jestem abym miał prawo do opisywania ogólnych przypadków cięcia strat dla całego tradingu sportowego, czy chociażby dla jednej dyscypliny. Każda sytuacja w meczu jest inna i fakt - są schematy które powtarzają się bardzo często, ale bywają sytuacje niewiarygodne, trudne do jakiejkolwiek oceny, których w ogólności nie można opisać i wskazać jak się przed nimi chronić.
    Chciałbym zatem podejść do tematu bardzo precyzyjnie. Ten wątek będzie dotyczył tradingu in-play w tenisie. Będę przedstawiał kilka przykładów tego co się dzieje w meczu i jak moim zdaniem powinniśmy na to reagować. Przykłady będą dotyczyć tylko sytuacji, w których kurs idzie przeciwko nam i jesteśmy na redzie z danego wejścia.
    Sytuacja meczowa nr
    1. Mamy dwóch bardzo dobrze serwujących zawodników i zdecydowaliśmy się z jakiegoś powodu backować w danym gemie utrzymanie serwisu od stanu 0:0. Nagle robi się 0:15. Trochę lipa, ale zdecydowaliśmy się czekać, robi się 0:30. Pytanie - co zrobić w tym wypadku. Moim zdaniem odpowiedź jest tutaj w 99%  następująca. Tnij stratę jak narwany ułan, kolejny punkt za około 20 sekund. W tym czasie musisz wybrać taki kurs żeby być ponad innymi, olej value, a jak masz dużą stawkę to olej value totalnie i postaraj się ciąć stratę po jeszcze bardziej gównianym kursie. Udało się pociąć? Możesz być z siebie dumny.
    2. Nie udało się pociąć, wybrałeś za słaby kurs  lub płynność na rynku za mała lub po prostu inni traderzy to debile, którzy pchają kurs jak narwane ułany no i zrobiło się 0:40. Pytanie - ciąć stratę czy nie jest w tym momencie dużo trudniejsze. Bardzo dobry serwujący przegrywający 0:30 ma jeszcze zwykle statystycznie ponad 50% na wygranie gema. Czasami rynek też przecenia jego serwis i uda się pociąć tak jakby miał 60 - 70% na wygranie tego gema i można próbować tak tą stratę pociąć ale nie zawsze się uda i teraz znajdujemy się w momencie kiedy mamy 0:40. Poza beznadziejnym wynikiem dochodzi presja psychiczna co moim zdaniem sprawia że dobry zawodnik nie ma prawa tutaj mieć więcej niż 30 - 40% szans na wygranie gema i na ogół rynek to widzi, czasem trochę przecenia czasem nie docenia. ale jesteśmy w sytuacji w której kolejny punkt powinien dodać jakieś dodatkowe  20 - 40% do straty którą dały 3 poprzednie punkty. Warto to spróbować oszacować czy będzie to bliżej 20 czy bliżej 40%. Jeżeli bliżej 40% to dalej jest sens w próbie cięcie strat, jeżeli bliżej 20% to moim zdaniem możemy już sobie odpuścić i zaopatrzyć się w różaniec, na którym będziemy wymadlać co najmniej powrót do deuca w gemie i wtedy częściowo lub w całości pociąć straty.
    3. Nowa sytuacja - kolejnych dwóch zawodników również z przyzwoitym serwami. Postanowiliśmy zagrać na utrzymanie serwisu przy stanie 0:40. Niestety serwujący nie wyrównał nawet do deuca i straciliśmy tylko jakieś 20% stawki, ponieważ zagraliśmy całkiem wartościowy kurs. Czy ciąć stratę? Odp. Nie teraz. Bezpośrednie odłamania są najczęstszymi rodzajami złamań w meczu. Warto spróbować wyczekiwać przewagi odbierającego w kolejnym gemie by pociąć przy 0:15 lub 15:30 z dużo mniejszą stratą. Ryzykanci mogą sobie nawet czekać do końca na rebreaka, ale nie polecam tego, a na pewno nie z całością czy nawet połową stawki. Jeżeli takiej przewagi nie będzie i serwujący utrzyma serwis to o ile nie był to jakiś mega ważny gem na seta czy na mecz to do naszej straty powinno dojść nie więcej niż jakieś 5 - 10% wyjściowej stawki i całe wejście w tym momencie zamykamy ze stratą 25 - 30%. Czemu teraz? Czemu nie czekać kolejnego gema? Bo widząc słabość serwu w dwóch gemach z rzędu u dobrze serwującego rynek może zwęszyć jakiś problem zawodnika w danym momencie/dniu i zbijać go niemiłosiernie dalej przy łamaniu się na podwójnego breaka, także ostatecznie nasza strata przy podwójnym breaku mogłaby już sięgać jakiś 40- 50% stawki.
    4. Mamy mecz dwóch kobitek średniaków. Zdecydowaliśmy się na wejście na utrzymanie serwisu przy stanie  15:40. Robi się jednak przełamanie. Ciąć stratę? Tak. W większości przypadków utrzymanie serwisu w kolejnym gemie w takim wypadku będzie kosztować nas dużo więcej % stawki niż samo przełamanie. Nie czekamy zatem na kolejnego gema i tniemy stratę w przerwie między gemami.
    To tyle na dzisiaj - postaram się jeszcze kilka sytuacji przedstawić w kolejnym wpisie o cięciu strat.
    godz 21.39
    dx
  4. Like
    adam82 otrzymał reputację od sebo2255 za wpis na blogu, Cięce strat   
    Niedziela 7.02.2016 r. g. 20.25
    Drogi pamiętniczku,
    Chwilę zbierałem się żeby ponownie coś tutaj napisać i szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się dalej tutaj zaglądać i pisać. Założyłem sobie jednak że ten temat poruszę i prędzej czy później powinienem to zrobić. Być może dzisiaj nie uda mi się zamknąć tematu, ale postaram się przekazać to co tym razem leży mi na sercu.
    A leży mi na sercu strat cięcie w tradingu sportowym..
    Stara legenda ludowa opowiadana z dziada pradziada głosi: "Synu tnij stratę, gdy tylko się pojawi, tnij ją mocno i dobitnie, nie wahaj się ani przez chwilę bo czas szybko mija"
    W rzeczywistości w dniach dzisiejszych można powiedzieć i znaleźć na większości poradników tradingu nie tylko sportowego zalecenie: "Pozycje zyskowne trzymaj długo, pozycje stratne tnij szybko".
    To stwierdzenie jest dobre i prawdziwe ale tylko w ogólności. Ogólność ta polega na tym, że jest strasznie nieprecyzyjne i można je rozumieć na bardzo wiele sposobów w zależności od osoby i od sposobu tradingu jaki uprawia. Poza tym ogólność tego stwierdzenia znaczy tyle, że są od niego wyjątki.
    Inne twierdzenie dotyczące tradingu głosi - nie ważne w którą stronę otwierasz pozycję. Nie ważne czy wchodzisz aktualnie na zwycięstwo faworyta czy zawodnika który dostaje ostre lanie - ważne natomiast co zrobisz z tą pozycją w zależności od tego jak się mecz rozwinie. To twierdzenie jest już moim zdaniem trochę mniej sprawdzone ale na pewno cząstka prawdy w nim także występuje. Gdybym ja miał wskazać procentowo co w tradingu in play tworzy zarabiającego tradera (wyłączając szybkość źródła danych z jakiego korzysta, którego to wartość jest ciężka do oszacowania) rozdzielił bym to tak:
    - 40% - granie value
    - 30% - cięcie strat
    - 15% - realizacja zysków
    - pozostałe 15% inne takie jak program do tradingu, sprżet, nasz aktualny stan zdrowotny, warunki w jakich handlujemy itp.
    Zbyt mała wiedzę posiadam, i człekiem dość nikczemnym jestem abym miał prawo do opisywania ogólnych przypadków cięcia strat dla całego tradingu sportowego, czy chociażby dla jednej dyscypliny. Każda sytuacja w meczu jest inna i fakt - są schematy które powtarzają się bardzo często, ale bywają sytuacje niewiarygodne, trudne do jakiejkolwiek oceny, których w ogólności nie można opisać i wskazać jak się przed nimi chronić.
    Chciałbym zatem podejść do tematu bardzo precyzyjnie. Ten wątek będzie dotyczył tradingu in-play w tenisie. Będę przedstawiał kilka przykładów tego co się dzieje w meczu i jak moim zdaniem powinniśmy na to reagować. Przykłady będą dotyczyć tylko sytuacji, w których kurs idzie przeciwko nam i jesteśmy na redzie z danego wejścia.
    Sytuacja meczowa nr
    1. Mamy dwóch bardzo dobrze serwujących zawodników i zdecydowaliśmy się z jakiegoś powodu backować w danym gemie utrzymanie serwisu od stanu 0:0. Nagle robi się 0:15. Trochę lipa, ale zdecydowaliśmy się czekać, robi się 0:30. Pytanie - co zrobić w tym wypadku. Moim zdaniem odpowiedź jest tutaj w 99%  następująca. Tnij stratę jak narwany ułan, kolejny punkt za około 20 sekund. W tym czasie musisz wybrać taki kurs żeby być ponad innymi, olej value, a jak masz dużą stawkę to olej value totalnie i postaraj się ciąć stratę po jeszcze bardziej gównianym kursie. Udało się pociąć? Możesz być z siebie dumny.
    2. Nie udało się pociąć, wybrałeś za słaby kurs  lub płynność na rynku za mała lub po prostu inni traderzy to debile, którzy pchają kurs jak narwane ułany no i zrobiło się 0:40. Pytanie - ciąć stratę czy nie jest w tym momencie dużo trudniejsze. Bardzo dobry serwujący przegrywający 0:30 ma jeszcze zwykle statystycznie ponad 50% na wygranie gema. Czasami rynek też przecenia jego serwis i uda się pociąć tak jakby miał 60 - 70% na wygranie tego gema i można próbować tak tą stratę pociąć ale nie zawsze się uda i teraz znajdujemy się w momencie kiedy mamy 0:40. Poza beznadziejnym wynikiem dochodzi presja psychiczna co moim zdaniem sprawia że dobry zawodnik nie ma prawa tutaj mieć więcej niż 30 - 40% szans na wygranie gema i na ogół rynek to widzi, czasem trochę przecenia czasem nie docenia. ale jesteśmy w sytuacji w której kolejny punkt powinien dodać jakieś dodatkowe  20 - 40% do straty którą dały 3 poprzednie punkty. Warto to spróbować oszacować czy będzie to bliżej 20 czy bliżej 40%. Jeżeli bliżej 40% to dalej jest sens w próbie cięcie strat, jeżeli bliżej 20% to moim zdaniem możemy już sobie odpuścić i zaopatrzyć się w różaniec, na którym będziemy wymadlać co najmniej powrót do deuca w gemie i wtedy częściowo lub w całości pociąć straty.
    3. Nowa sytuacja - kolejnych dwóch zawodników również z przyzwoitym serwami. Postanowiliśmy zagrać na utrzymanie serwisu przy stanie 0:40. Niestety serwujący nie wyrównał nawet do deuca i straciliśmy tylko jakieś 20% stawki, ponieważ zagraliśmy całkiem wartościowy kurs. Czy ciąć stratę? Odp. Nie teraz. Bezpośrednie odłamania są najczęstszymi rodzajami złamań w meczu. Warto spróbować wyczekiwać przewagi odbierającego w kolejnym gemie by pociąć przy 0:15 lub 15:30 z dużo mniejszą stratą. Ryzykanci mogą sobie nawet czekać do końca na rebreaka, ale nie polecam tego, a na pewno nie z całością czy nawet połową stawki. Jeżeli takiej przewagi nie będzie i serwujący utrzyma serwis to o ile nie był to jakiś mega ważny gem na seta czy na mecz to do naszej straty powinno dojść nie więcej niż jakieś 5 - 10% wyjściowej stawki i całe wejście w tym momencie zamykamy ze stratą 25 - 30%. Czemu teraz? Czemu nie czekać kolejnego gema? Bo widząc słabość serwu w dwóch gemach z rzędu u dobrze serwującego rynek może zwęszyć jakiś problem zawodnika w danym momencie/dniu i zbijać go niemiłosiernie dalej przy łamaniu się na podwójnego breaka, także ostatecznie nasza strata przy podwójnym breaku mogłaby już sięgać jakiś 40- 50% stawki.
    4. Mamy mecz dwóch kobitek średniaków. Zdecydowaliśmy się na wejście na utrzymanie serwisu przy stanie  15:40. Robi się jednak przełamanie. Ciąć stratę? Tak. W większości przypadków utrzymanie serwisu w kolejnym gemie w takim wypadku będzie kosztować nas dużo więcej % stawki niż samo przełamanie. Nie czekamy zatem na kolejnego gema i tniemy stratę w przerwie między gemami.
    To tyle na dzisiaj - postaram się jeszcze kilka sytuacji przedstawić w kolejnym wpisie o cięciu strat.
    godz 21.39
    dx
  5. Like
    adam82 otrzymał reputację od Barbarossa za wpis na blogu, Pogarda dla Ticka   
    Szczęść Boże!
    Do stworzenia niniejszego wpisu skłoniło mnie kilka rozmów, które od czasu do czasu można obserwować na shotuboxie. Z ubolewaniem patrzę bowiem, jak dzisiejsza młodzież lekce sobie waży Ticka.
    Bohaterowie naszej historii to:
    Sebix - młody (duchem) adept tradingu, który uważa się za niedoświadczonego, mimo że siedzi na betfair już prawie 2 lata i właśnie tym brakiem doświadczenia tłumaczy swoje ciągłe "balansowanie koło zera" czyli w przełożeniu na polski bycie na ciągłym minusie.
    Mati - doświadczony trader, który miewa lepsze lub gorsze tygodnie i miesiące, ale ostatecznie w dłuższym rozrachunku zawsze jest na plus.
    Typowa rozmowa:
     
    - Hehe Mati to co teraz chyba lay bo kurs już tak nisko?
    - Naturalnie Sebastianie. Dobrze prawisz.
    - Ok. To bierzemy i czekamy.
    3 minuty później:
    - %&rwa Mati znowu stówka reda
    - No ja też red ale tylko 2dr.
     
    Była sobie raz sytuacja meczowa, w której to kurs nisko powędrował.
    W okolicach 1.03 można było próbować swoich szans na wejście w rynek i takoż Mati jak i Sebix postanowili w tym momencie layować. Sebix który odznaczał się niewypowiedzianą wręcz pogardą dla ticka wziął to co było do wzięcia, czyli zlayował 1.04. Mati pomny na swoje doświadczenie i podchodząc z szacunkiem do ticka ustawił się z layem na kursie 1.02. Wnet okazało się że kurs 1.03 został szybko jeszcze w tej przerwie między gemami (bo był to mecz tenisa) zabackowany, co dawało pewną szansę Matiemu by jego lay 1.02 został przyjęty. Jak się później okazało w trakcie punktu gdy jeden z zawodników osiągnął już optyczną, ale nie decydującą przewagę ktoś zdecydował się zagrać dużym backiem kurs 1.02 i w ten sposób pozycja Matiego została skupiona.
    Nieszczęśliwie okazało się jednak ostatecznie tak, że nie było szansy na zgreenowanie i oba wejścia grane tą samą stawką zakończyły się redem, z tym że  Sebix zredował na 100 a Mati na 50.
    Na tym kończy się historia prawdziwa, teraz ją trochę rozwinę i popuszczę wodze fantazji.
    Załóżmy że Sebix i Mati są ostrożnymi graczami, nie redują ogromnymi redami i grają tylko laye małych kursów - strategia to jak najbardziej prawidłowa, z tym że przyjmijmy, że uśredniona różnica pomiędzy kursami na jakich wchodzili ci Panowie wynosiła nie jak w powyższym przypadku 2 ticki, ale tylko 1 tick.
    Sebix i Mati nie zadowalają się ochłapami, czekają na grube odbicie z niskiego kursu. Prowadzi to do tego że redują około 90% wejść a tylko 10% wejść zamykają z zyskiem.
    Przypuśćmy że Panowie zagrali 50 niskich layów w miesiącu, 5 zgreenowanych, 45 zredowanych. Suma greenów dla obu Panów jest bardzo podobna (minimalnie na korzyść Matiego) ale dla uproszczenia przyjmijmy że jest to taka sama kwota po 1k na greena czyli w sumie 5k przychodów. Zgodnie z tym co przyjęliśmy wcześniej określmy średni niski lay jaki grają Panowie. U Matiego będzie to 1.03 u Seby 1.04.  Panowie grają prosty trading, każdy mecz, każde wejście płaska stawka w wysokoścji 3k €. Z tego wynika że średni red u Sebastiana to 120€ u Matiego 90€. Mnożąc to przez 45 redów w miesiącu otrzymujemy straty z redów  wysokości 4050€ Matiego oraz 5400€ Sebastiana. Bilansując zyski i straty mamy następujące zakończenie miesiąca:
    Mati +950€
    Seba -400€
    Na zakończenie miesiąca mamy zatem następujące postaci: Mati- w miarę z siebie zadowolony że udało mu się wypracować zarobek rzędu ponad jednej średniej krajowej niewielkim nakładem czasu i sił i Sebix, który to musi biec do mamy po pożyczkę kasy na kolejny miesiąc jego tradingowych przygód.
     
    To tyle jeżeli chodzi o mój dzisiejszy wpis. Na zakończenie trochę prywaty i klasyk - Natalia Oreiro - Cambio Dolor.
     
     
     
  6. Like
    adam82 otrzymał reputację od The Notorious za wpis na blogu, Zapobieganie gniewowi   
    W temacie gniewu została mi do poruszenia jeszcze jedna kwestia - jak zapobiegać gniewowi?
    W ogólności odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta i brzmi następująco: Należy starać się wyeliminować przyczyny powstawania gniewu
    Wrócę zatem do przyczyn które określiłem we wpisie z dna 4 grudnia roku pańskiego 2015. Będę analizował każdą z przyczyn osobno.
    1. Wyredowanie zysku zbieranego przez kilkadziesiąt minut lub nawet kilka godzin w kilka lub kilkadziesiąt sekund (podobnie wyredowanie zysku z kilku dni/tygodnia wciągu kilku/kilkunastu minut itp.)
    Musimy zdać sobie sprawę, że przyczyną tego typu wtop jest najczęściej zbyt wysoka stawka na jedno z wejść które pójdzie w złym kierunku. Remedium na ten problem jest płaska stawka na każdym wejściu. Trzeba jednak wiedzieć, że nie zawsze to pomoże, ponieważ czasami możemy mieć do czynienia z sytuacją balansowania na krawędzi małego greena przez kilka godzin. i wtedy nawet mała płaska stawka przy znacznym odwróceniu rynku przeciwko nam może doprowadzić do reda skutkującego silnym gniewem. Sytuacja może wyglądać następująco - przez 4 - 6 godzin tradingu  oscylowaliśmy w granicy zysku dziennego na poziomie 50 - 100$ lecz nagle dwa punkty z rzędu sprawiły, że już jesteśmy na redzie. Sama świadomość tego że całodzienny green zamienił się w kilkadziesiąt sekund w red mimo małych stawek i tradingu bez błędów może doprowadzić do powstania gniewu.
    Wyjściem z tej sytuacji może być ograniczenie świadomości osiąganych zysków/strat, to natomiast można osiągnąć na kilka różnych sposobów. Pierwsze które przychodzą mi do głowy to:
    - częściowa automatyzacja tradingu i pozostawienie siebie tylko jako obserwatora zdarzeń mało prawdopodobnych (kontuzji itp.) w meczu które mogłyby mieć kolosalne znaczenie dla kursu.
    - zatrudnienie osoby która będzie wykonywać nasze decyzje o wejściu wyjściu z rynku po określonym kursie i tylko ta osoba będzie wiedziała jaki jest aktualnie zysk/strata.
    - software który nie pokazuje aktualnego zysku/straty, a pozwala jedynie na wejście i wyjście z rynku określoną stawką po określonym kursie.
    2. Sytuacja meczowa, w której do spełnienia warunku zysku jest już niezwykle blisko, ale jednak to nie następuje i przez to zysk jest dużo mniejszy lub pojawia się strata. Przykładem takiego warunku do spełnienia może być prosty smecz w tenisie czy rzut karny w piłce nożnej, które jednak nie zostają wykorzystane.
    To jest chyba najtrudniejszy punkt, na który nie wiele możemy poradzić. Chciałbym tutaj wspomnieć jednak dwa komentarze z moich poprzednich wpisów. Pierwszy z nich to
    @firence:Zauważyłem, że jak coś gram na co streama nie mam to mniej sie denerwuje w przypadku reda. Tenis inplay w wykonaniu ułomnych pań z wta tam najłatwiej o gniew.
    I jest w tym sporo prawdy, a szczególnie powyższy cytat pasuje właśnie do tego punktu. Oglądając bowiem mecz w którym 1 łatwy smecz, który nie zostaje wykorzystany, dałby ładnego greena możemy łatwo rozstroić się nerwowo. Rzeczywiście tutaj rozwiązaniem jest granie ze zwykłym scoreboardem zamiast streama. Może to w znacznym stopniu zredukować gniew. Przed podjęciem takiej decyzji warto jednak pomyśleć o konsekwencjach braku streamu, które mogą być bardzo dotkliwe dla budżetu. Mogą wywołać jeszcze wyższą stratę żal i rozpacz ale z pominięciem wcześniejszego wybuchu gniewu.
    Drugi cytat to:
    @FOREX 366: Gniew powstaje w wyniku frustracji, z kolei frustracja to nic innego jak uczucie bezsilności na to co się dzieje czyli po prostu idzie nie po twojej myśli, na to nie masz wpływu ... Najlepszym sposobem poradzenia sobie z gniewem jest akceptacja, akceptacja i jeszcze raz akceptacja
    Forex podszedł do problemu trochę go spłycając, ponieważ są przyczyny powstawania gniewu na które mamy wpływ. W tym jednak przypadku (pkt. 2 niniejszego posta) rzeczywiście wpływu nie mamy i próba akceptacji zaistniałej sytuacji jest najlepszym co możemy zrobić.
    3. Brak możliwości pocięcia straty w momencie gdy to cięcie założyliśmy, spowodowane zbyt małą płynnością rynku, mimo wystawienia kursu który powinien zostać przyjęty. W konsekwencji rodzi to większą stratę, na którą nie jesteśmy już emocjonalnie przygotowani.
    Ten punkt jest w teorii w miarę prosty. Rynki z małą płynnością powinniśmy traktować bowiem odpowiednio mniejszymi stawkami. W praktyce jest to jednak trudne z powodu przyzwyczajeń z innych rynków. Rynki z bardzo małą płynnością powinniśmy całkowicie odpuszczać , no chyba że ktoś gra hipervalue i to najlepiej jeszcze betowe bez cięcia i bez realizacji zysków.
    Czasami jednak mimo niezłej płynności rynku kurs na którym powinna pociąć się nasza strata nie zostaje przyjęty. Może tak być z różnych względów. Rozwiązanie tych sytuacji również moim zdaniem istnieje. Należy wybierać takie momenty na wejścia, żeby szansa na pocięcie straty była jak największa tzn. w przypadku tenisa nie należy grać na break przeciwko szybko serwującemu zawodnikowi w sytuacji w której przegrywa on w swoim gemie. czasami jest on bowiem w stanie 40s zdobyć 3 punkty z rzędu, wtedy łatwo sobie przeliczyć że mamy tylko około 10 - 15s na wybranie oraz zagranie kursu po którym strata ma się pociąć i inni w tym czasie muszą go zauważyć i zagrać przed kolejnym punktem.
    Jak każda sytuacja jednak, tak i tu nie zawsze możemy wszystko przewidzieć i kontrolować. Np w przypadku kontuzji i kreczu czasem nie ma możliwości pocięcia (szczególnie dla ludzi z wolniejszym streamem/scoreboardem) bo ladder staje się bardzo szybko pusty. Mimo wszystko w większości takich przypadków moim zdaniem nie ma silnego/długotrwałego gniewu jest niedowierzanie, zaprzeczenie, rozpacz - emocje bolesne ale moim zdaniem w ogólności dużo mniej destrukcyjne.
    4. Tzw. odbicie od celu dziennego/tygodniowego/miesięcznego zysku u traderów takie cele mających. To sytuacja w której do osiągnięcia danego celu brakuje 1 - 3%, a osiągnięcie celu skutkowałoby zakończeniem tradingu i okresem wolnym od tradingu przez określoną ilość czasu. Niestety odbicie polega na tym, że tego celu nie osiągamy i wtedy z brakującego 1 - 2% zysku robi się brakujące kilkanaście - kilkadziesiąt % W skrajnych przypadkach może to później lawinowo skutkować nawet wyredowaniem danego dnia/tygodnia czy miesiąca.
    Ten punkt jest najłatwiejszy w zwalczaniu. Rezygnacja z jakichkolwiek celów kwotowych dziennych/tygodniowych/miesięcznych. Bez jakichkolwiek kompromisów. Cele te mają też swoje zalety i może nawet jest ich więcej niż wad, ale optymalizując redukcję gniewu powinniśmy je wywalić.
    5. Wyjątkowe wejście raz w meczu większą stawką, po wielu innych wejściach stawką zwykłą i sytuacja meczowa, która sprawia że cały zysk zostaje zniszczony z powodu konieczności cięcia tego wejścia.
    Rozwiązaniem jest bezkompromisowa płaska stawka.
    6. Kilkukrotne pięcio, czasami dziesięcio lub nawet kilkunastokrotne wejście które powinno w naszej ocenie mieć co najmniej kilkadziesiąt procent szans, lecz za każdym razem sytuacja meczowa (rynek) idzie przeciwko (czyli tzw. czarna seria).
    Tutaj niewiele możemy poradzić. Kolejna z sytuacji o których pisał @Forex366 Podstawa to ćwiczenie się w akceptacji takich wydarzeń i o ile w poprzednich punktach ciężko zareagować akceptacją to akurat w tym przypadku - powtarzana seria pecha która buduje coraz większego reda - z pomocą przychodzi doświadczenie. Im więcej rynków zagramy im częściej z takimi seriami będziemy się spotykać i łatwiej będzie nam zrozumieć, że one mają prawo wystąpić, a tym samym łatwiej będzie je zaakceptować.
    Muszę jednak dopowiedzieć że to podejście jest skuteczne tylko dla traderów pewnych swoich umiejętności, bo skoro masz dużo czarnych serii i ogólnie nie zarabiasz, to znaczy że prawdopodobnie nie grasz value i akceptując czarne serie wcale nie robisz dobrze, ponieważ być może akceptujesz swoje błędne wejścia i nie wyciągasz z nich żadnych wniosków.
    7. @Peszkin: Co do momentów gniewu w tradingu, największy wywołuje u mnie moment gdy zostałem "tradować" choć miałem inne plany,a rynek kończy się solidnym redem
    @wojciech_21: Mnie takie coś dopada zwykle, gdy mam jakąś dłuższą serię spokojnego, normalnego tradingu - gdy wszystko idzie zgodnie z planem, albo gdy już mam zamiar  w tym dniu nic nie grać, a na siłę coś jeszcze odpalę.
    Ten punkt zostawiam na koniec, ponieważ pokazuje on nie tylko kolejną przyczynę powstawania gniewu, ale także cechę dużo bardziej ogólną, która ma znaczenie prawie w każdej przyczynie powstawania gniewu. Jest to mianowicie brak konsekwencji.
    W punktach 4. i 5. podałem całościowe, a w innych częściowe sposoby zapobiegania gniewowi. W każdym jednak przypadku do realizacji tych rozwiązań potrzebna jest żelazna konsekwencja i szczególnie to widać we wspomnianych przez Peszkina i wojciecha_21 sytuacjach. Podjęcie decyzji o zakończeniu tradingu w danym dniu to prawdopodobnie jedno z najczęściej łamanych przez traderów postanowień i mimo że nie zawsze prowadzi to do reda/wybuchu negatywnych emocji to jednak z definicji jest złe. Sam od czasu do czasu popełniam ten błąd, ale mimo wszystko stoję na straży przekonania, że konsekwencję przydatną także w innych decyzjach w tradingu powinniśmy właśnie budować na podstawie podejmowania i wytrwania decyzji o zakończeniu tradingu w danym dniu. Trwanie w tym postanowieniu jest dobre, niezależnie od tego jaka okazja pojawi się na kolejnym rynku, którego nie mieliśmy już ruszać. Pomocne w w wytrwaniu w tej decyzji może być odcięcie się od informacji o rynkach które jeszcze pozostały w danym dniu (zamykamy streamy, scoreboardy, fora, czaty tradingowe) co niniejszym kończąc mą wypowiedź czynię.
     
    EDIT: "Zapobieganie gniewowi" - dziwnie się to słyszy i pisze, ale myślałem nad tym z 5 min i chyba to jest poprawna polszczyzna
  7. Like
    adam82 otrzymał reputację od Barbarossa za wpis na blogu, Cięce strat   
    Niedziela 7.02.2016 r. g. 20.25
    Drogi pamiętniczku,
    Chwilę zbierałem się żeby ponownie coś tutaj napisać i szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się dalej tutaj zaglądać i pisać. Założyłem sobie jednak że ten temat poruszę i prędzej czy później powinienem to zrobić. Być może dzisiaj nie uda mi się zamknąć tematu, ale postaram się przekazać to co tym razem leży mi na sercu.
    A leży mi na sercu strat cięcie w tradingu sportowym..
    Stara legenda ludowa opowiadana z dziada pradziada głosi: "Synu tnij stratę, gdy tylko się pojawi, tnij ją mocno i dobitnie, nie wahaj się ani przez chwilę bo czas szybko mija"
    W rzeczywistości w dniach dzisiejszych można powiedzieć i znaleźć na większości poradników tradingu nie tylko sportowego zalecenie: "Pozycje zyskowne trzymaj długo, pozycje stratne tnij szybko".
    To stwierdzenie jest dobre i prawdziwe ale tylko w ogólności. Ogólność ta polega na tym, że jest strasznie nieprecyzyjne i można je rozumieć na bardzo wiele sposobów w zależności od osoby i od sposobu tradingu jaki uprawia. Poza tym ogólność tego stwierdzenia znaczy tyle, że są od niego wyjątki.
    Inne twierdzenie dotyczące tradingu głosi - nie ważne w którą stronę otwierasz pozycję. Nie ważne czy wchodzisz aktualnie na zwycięstwo faworyta czy zawodnika który dostaje ostre lanie - ważne natomiast co zrobisz z tą pozycją w zależności od tego jak się mecz rozwinie. To twierdzenie jest już moim zdaniem trochę mniej sprawdzone ale na pewno cząstka prawdy w nim także występuje. Gdybym ja miał wskazać procentowo co w tradingu in play tworzy zarabiającego tradera (wyłączając szybkość źródła danych z jakiego korzysta, którego to wartość jest ciężka do oszacowania) rozdzielił bym to tak:
    - 40% - granie value
    - 30% - cięcie strat
    - 15% - realizacja zysków
    - pozostałe 15% inne takie jak program do tradingu, sprżet, nasz aktualny stan zdrowotny, warunki w jakich handlujemy itp.
    Zbyt mała wiedzę posiadam, i człekiem dość nikczemnym jestem abym miał prawo do opisywania ogólnych przypadków cięcia strat dla całego tradingu sportowego, czy chociażby dla jednej dyscypliny. Każda sytuacja w meczu jest inna i fakt - są schematy które powtarzają się bardzo często, ale bywają sytuacje niewiarygodne, trudne do jakiejkolwiek oceny, których w ogólności nie można opisać i wskazać jak się przed nimi chronić.
    Chciałbym zatem podejść do tematu bardzo precyzyjnie. Ten wątek będzie dotyczył tradingu in-play w tenisie. Będę przedstawiał kilka przykładów tego co się dzieje w meczu i jak moim zdaniem powinniśmy na to reagować. Przykłady będą dotyczyć tylko sytuacji, w których kurs idzie przeciwko nam i jesteśmy na redzie z danego wejścia.
    Sytuacja meczowa nr
    1. Mamy dwóch bardzo dobrze serwujących zawodników i zdecydowaliśmy się z jakiegoś powodu backować w danym gemie utrzymanie serwisu od stanu 0:0. Nagle robi się 0:15. Trochę lipa, ale zdecydowaliśmy się czekać, robi się 0:30. Pytanie - co zrobić w tym wypadku. Moim zdaniem odpowiedź jest tutaj w 99%  następująca. Tnij stratę jak narwany ułan, kolejny punkt za około 20 sekund. W tym czasie musisz wybrać taki kurs żeby być ponad innymi, olej value, a jak masz dużą stawkę to olej value totalnie i postaraj się ciąć stratę po jeszcze bardziej gównianym kursie. Udało się pociąć? Możesz być z siebie dumny.
    2. Nie udało się pociąć, wybrałeś za słaby kurs  lub płynność na rynku za mała lub po prostu inni traderzy to debile, którzy pchają kurs jak narwane ułany no i zrobiło się 0:40. Pytanie - ciąć stratę czy nie jest w tym momencie dużo trudniejsze. Bardzo dobry serwujący przegrywający 0:30 ma jeszcze zwykle statystycznie ponad 50% na wygranie gema. Czasami rynek też przecenia jego serwis i uda się pociąć tak jakby miał 60 - 70% na wygranie tego gema i można próbować tak tą stratę pociąć ale nie zawsze się uda i teraz znajdujemy się w momencie kiedy mamy 0:40. Poza beznadziejnym wynikiem dochodzi presja psychiczna co moim zdaniem sprawia że dobry zawodnik nie ma prawa tutaj mieć więcej niż 30 - 40% szans na wygranie gema i na ogół rynek to widzi, czasem trochę przecenia czasem nie docenia. ale jesteśmy w sytuacji w której kolejny punkt powinien dodać jakieś dodatkowe  20 - 40% do straty którą dały 3 poprzednie punkty. Warto to spróbować oszacować czy będzie to bliżej 20 czy bliżej 40%. Jeżeli bliżej 40% to dalej jest sens w próbie cięcie strat, jeżeli bliżej 20% to moim zdaniem możemy już sobie odpuścić i zaopatrzyć się w różaniec, na którym będziemy wymadlać co najmniej powrót do deuca w gemie i wtedy częściowo lub w całości pociąć straty.
    3. Nowa sytuacja - kolejnych dwóch zawodników również z przyzwoitym serwami. Postanowiliśmy zagrać na utrzymanie serwisu przy stanie 0:40. Niestety serwujący nie wyrównał nawet do deuca i straciliśmy tylko jakieś 20% stawki, ponieważ zagraliśmy całkiem wartościowy kurs. Czy ciąć stratę? Odp. Nie teraz. Bezpośrednie odłamania są najczęstszymi rodzajami złamań w meczu. Warto spróbować wyczekiwać przewagi odbierającego w kolejnym gemie by pociąć przy 0:15 lub 15:30 z dużo mniejszą stratą. Ryzykanci mogą sobie nawet czekać do końca na rebreaka, ale nie polecam tego, a na pewno nie z całością czy nawet połową stawki. Jeżeli takiej przewagi nie będzie i serwujący utrzyma serwis to o ile nie był to jakiś mega ważny gem na seta czy na mecz to do naszej straty powinno dojść nie więcej niż jakieś 5 - 10% wyjściowej stawki i całe wejście w tym momencie zamykamy ze stratą 25 - 30%. Czemu teraz? Czemu nie czekać kolejnego gema? Bo widząc słabość serwu w dwóch gemach z rzędu u dobrze serwującego rynek może zwęszyć jakiś problem zawodnika w danym momencie/dniu i zbijać go niemiłosiernie dalej przy łamaniu się na podwójnego breaka, także ostatecznie nasza strata przy podwójnym breaku mogłaby już sięgać jakiś 40- 50% stawki.
    4. Mamy mecz dwóch kobitek średniaków. Zdecydowaliśmy się na wejście na utrzymanie serwisu przy stanie  15:40. Robi się jednak przełamanie. Ciąć stratę? Tak. W większości przypadków utrzymanie serwisu w kolejnym gemie w takim wypadku będzie kosztować nas dużo więcej % stawki niż samo przełamanie. Nie czekamy zatem na kolejnego gema i tniemy stratę w przerwie między gemami.
    To tyle na dzisiaj - postaram się jeszcze kilka sytuacji przedstawić w kolejnym wpisie o cięciu strat.
    godz 21.39
    dx
  8. Like
    adam82 otrzymał reputację od yavor za wpis na blogu, Cięce strat   
    Niedziela 7.02.2016 r. g. 20.25
    Drogi pamiętniczku,
    Chwilę zbierałem się żeby ponownie coś tutaj napisać i szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się dalej tutaj zaglądać i pisać. Założyłem sobie jednak że ten temat poruszę i prędzej czy później powinienem to zrobić. Być może dzisiaj nie uda mi się zamknąć tematu, ale postaram się przekazać to co tym razem leży mi na sercu.
    A leży mi na sercu strat cięcie w tradingu sportowym..
    Stara legenda ludowa opowiadana z dziada pradziada głosi: "Synu tnij stratę, gdy tylko się pojawi, tnij ją mocno i dobitnie, nie wahaj się ani przez chwilę bo czas szybko mija"
    W rzeczywistości w dniach dzisiejszych można powiedzieć i znaleźć na większości poradników tradingu nie tylko sportowego zalecenie: "Pozycje zyskowne trzymaj długo, pozycje stratne tnij szybko".
    To stwierdzenie jest dobre i prawdziwe ale tylko w ogólności. Ogólność ta polega na tym, że jest strasznie nieprecyzyjne i można je rozumieć na bardzo wiele sposobów w zależności od osoby i od sposobu tradingu jaki uprawia. Poza tym ogólność tego stwierdzenia znaczy tyle, że są od niego wyjątki.
    Inne twierdzenie dotyczące tradingu głosi - nie ważne w którą stronę otwierasz pozycję. Nie ważne czy wchodzisz aktualnie na zwycięstwo faworyta czy zawodnika który dostaje ostre lanie - ważne natomiast co zrobisz z tą pozycją w zależności od tego jak się mecz rozwinie. To twierdzenie jest już moim zdaniem trochę mniej sprawdzone ale na pewno cząstka prawdy w nim także występuje. Gdybym ja miał wskazać procentowo co w tradingu in play tworzy zarabiającego tradera (wyłączając szybkość źródła danych z jakiego korzysta, którego to wartość jest ciężka do oszacowania) rozdzielił bym to tak:
    - 40% - granie value
    - 30% - cięcie strat
    - 15% - realizacja zysków
    - pozostałe 15% inne takie jak program do tradingu, sprżet, nasz aktualny stan zdrowotny, warunki w jakich handlujemy itp.
    Zbyt mała wiedzę posiadam, i człekiem dość nikczemnym jestem abym miał prawo do opisywania ogólnych przypadków cięcia strat dla całego tradingu sportowego, czy chociażby dla jednej dyscypliny. Każda sytuacja w meczu jest inna i fakt - są schematy które powtarzają się bardzo często, ale bywają sytuacje niewiarygodne, trudne do jakiejkolwiek oceny, których w ogólności nie można opisać i wskazać jak się przed nimi chronić.
    Chciałbym zatem podejść do tematu bardzo precyzyjnie. Ten wątek będzie dotyczył tradingu in-play w tenisie. Będę przedstawiał kilka przykładów tego co się dzieje w meczu i jak moim zdaniem powinniśmy na to reagować. Przykłady będą dotyczyć tylko sytuacji, w których kurs idzie przeciwko nam i jesteśmy na redzie z danego wejścia.
    Sytuacja meczowa nr
    1. Mamy dwóch bardzo dobrze serwujących zawodników i zdecydowaliśmy się z jakiegoś powodu backować w danym gemie utrzymanie serwisu od stanu 0:0. Nagle robi się 0:15. Trochę lipa, ale zdecydowaliśmy się czekać, robi się 0:30. Pytanie - co zrobić w tym wypadku. Moim zdaniem odpowiedź jest tutaj w 99%  następująca. Tnij stratę jak narwany ułan, kolejny punkt za około 20 sekund. W tym czasie musisz wybrać taki kurs żeby być ponad innymi, olej value, a jak masz dużą stawkę to olej value totalnie i postaraj się ciąć stratę po jeszcze bardziej gównianym kursie. Udało się pociąć? Możesz być z siebie dumny.
    2. Nie udało się pociąć, wybrałeś za słaby kurs  lub płynność na rynku za mała lub po prostu inni traderzy to debile, którzy pchają kurs jak narwane ułany no i zrobiło się 0:40. Pytanie - ciąć stratę czy nie jest w tym momencie dużo trudniejsze. Bardzo dobry serwujący przegrywający 0:30 ma jeszcze zwykle statystycznie ponad 50% na wygranie gema. Czasami rynek też przecenia jego serwis i uda się pociąć tak jakby miał 60 - 70% na wygranie tego gema i można próbować tak tą stratę pociąć ale nie zawsze się uda i teraz znajdujemy się w momencie kiedy mamy 0:40. Poza beznadziejnym wynikiem dochodzi presja psychiczna co moim zdaniem sprawia że dobry zawodnik nie ma prawa tutaj mieć więcej niż 30 - 40% szans na wygranie gema i na ogół rynek to widzi, czasem trochę przecenia czasem nie docenia. ale jesteśmy w sytuacji w której kolejny punkt powinien dodać jakieś dodatkowe  20 - 40% do straty którą dały 3 poprzednie punkty. Warto to spróbować oszacować czy będzie to bliżej 20 czy bliżej 40%. Jeżeli bliżej 40% to dalej jest sens w próbie cięcie strat, jeżeli bliżej 20% to moim zdaniem możemy już sobie odpuścić i zaopatrzyć się w różaniec, na którym będziemy wymadlać co najmniej powrót do deuca w gemie i wtedy częściowo lub w całości pociąć straty.
    3. Nowa sytuacja - kolejnych dwóch zawodników również z przyzwoitym serwami. Postanowiliśmy zagrać na utrzymanie serwisu przy stanie 0:40. Niestety serwujący nie wyrównał nawet do deuca i straciliśmy tylko jakieś 20% stawki, ponieważ zagraliśmy całkiem wartościowy kurs. Czy ciąć stratę? Odp. Nie teraz. Bezpośrednie odłamania są najczęstszymi rodzajami złamań w meczu. Warto spróbować wyczekiwać przewagi odbierającego w kolejnym gemie by pociąć przy 0:15 lub 15:30 z dużo mniejszą stratą. Ryzykanci mogą sobie nawet czekać do końca na rebreaka, ale nie polecam tego, a na pewno nie z całością czy nawet połową stawki. Jeżeli takiej przewagi nie będzie i serwujący utrzyma serwis to o ile nie był to jakiś mega ważny gem na seta czy na mecz to do naszej straty powinno dojść nie więcej niż jakieś 5 - 10% wyjściowej stawki i całe wejście w tym momencie zamykamy ze stratą 25 - 30%. Czemu teraz? Czemu nie czekać kolejnego gema? Bo widząc słabość serwu w dwóch gemach z rzędu u dobrze serwującego rynek może zwęszyć jakiś problem zawodnika w danym momencie/dniu i zbijać go niemiłosiernie dalej przy łamaniu się na podwójnego breaka, także ostatecznie nasza strata przy podwójnym breaku mogłaby już sięgać jakiś 40- 50% stawki.
    4. Mamy mecz dwóch kobitek średniaków. Zdecydowaliśmy się na wejście na utrzymanie serwisu przy stanie  15:40. Robi się jednak przełamanie. Ciąć stratę? Tak. W większości przypadków utrzymanie serwisu w kolejnym gemie w takim wypadku będzie kosztować nas dużo więcej % stawki niż samo przełamanie. Nie czekamy zatem na kolejnego gema i tniemy stratę w przerwie między gemami.
    To tyle na dzisiaj - postaram się jeszcze kilka sytuacji przedstawić w kolejnym wpisie o cięciu strat.
    godz 21.39
    dx
  9. Like
    adam82 otrzymał reputację od Sikorrrr za wpis na blogu, Cięce strat   
    Niedziela 7.02.2016 r. g. 20.25
    Drogi pamiętniczku,
    Chwilę zbierałem się żeby ponownie coś tutaj napisać i szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się dalej tutaj zaglądać i pisać. Założyłem sobie jednak że ten temat poruszę i prędzej czy później powinienem to zrobić. Być może dzisiaj nie uda mi się zamknąć tematu, ale postaram się przekazać to co tym razem leży mi na sercu.
    A leży mi na sercu strat cięcie w tradingu sportowym..
    Stara legenda ludowa opowiadana z dziada pradziada głosi: "Synu tnij stratę, gdy tylko się pojawi, tnij ją mocno i dobitnie, nie wahaj się ani przez chwilę bo czas szybko mija"
    W rzeczywistości w dniach dzisiejszych można powiedzieć i znaleźć na większości poradników tradingu nie tylko sportowego zalecenie: "Pozycje zyskowne trzymaj długo, pozycje stratne tnij szybko".
    To stwierdzenie jest dobre i prawdziwe ale tylko w ogólności. Ogólność ta polega na tym, że jest strasznie nieprecyzyjne i można je rozumieć na bardzo wiele sposobów w zależności od osoby i od sposobu tradingu jaki uprawia. Poza tym ogólność tego stwierdzenia znaczy tyle, że są od niego wyjątki.
    Inne twierdzenie dotyczące tradingu głosi - nie ważne w którą stronę otwierasz pozycję. Nie ważne czy wchodzisz aktualnie na zwycięstwo faworyta czy zawodnika który dostaje ostre lanie - ważne natomiast co zrobisz z tą pozycją w zależności od tego jak się mecz rozwinie. To twierdzenie jest już moim zdaniem trochę mniej sprawdzone ale na pewno cząstka prawdy w nim także występuje. Gdybym ja miał wskazać procentowo co w tradingu in play tworzy zarabiającego tradera (wyłączając szybkość źródła danych z jakiego korzysta, którego to wartość jest ciężka do oszacowania) rozdzielił bym to tak:
    - 40% - granie value
    - 30% - cięcie strat
    - 15% - realizacja zysków
    - pozostałe 15% inne takie jak program do tradingu, sprżet, nasz aktualny stan zdrowotny, warunki w jakich handlujemy itp.
    Zbyt mała wiedzę posiadam, i człekiem dość nikczemnym jestem abym miał prawo do opisywania ogólnych przypadków cięcia strat dla całego tradingu sportowego, czy chociażby dla jednej dyscypliny. Każda sytuacja w meczu jest inna i fakt - są schematy które powtarzają się bardzo często, ale bywają sytuacje niewiarygodne, trudne do jakiejkolwiek oceny, których w ogólności nie można opisać i wskazać jak się przed nimi chronić.
    Chciałbym zatem podejść do tematu bardzo precyzyjnie. Ten wątek będzie dotyczył tradingu in-play w tenisie. Będę przedstawiał kilka przykładów tego co się dzieje w meczu i jak moim zdaniem powinniśmy na to reagować. Przykłady będą dotyczyć tylko sytuacji, w których kurs idzie przeciwko nam i jesteśmy na redzie z danego wejścia.
    Sytuacja meczowa nr
    1. Mamy dwóch bardzo dobrze serwujących zawodników i zdecydowaliśmy się z jakiegoś powodu backować w danym gemie utrzymanie serwisu od stanu 0:0. Nagle robi się 0:15. Trochę lipa, ale zdecydowaliśmy się czekać, robi się 0:30. Pytanie - co zrobić w tym wypadku. Moim zdaniem odpowiedź jest tutaj w 99%  następująca. Tnij stratę jak narwany ułan, kolejny punkt za około 20 sekund. W tym czasie musisz wybrać taki kurs żeby być ponad innymi, olej value, a jak masz dużą stawkę to olej value totalnie i postaraj się ciąć stratę po jeszcze bardziej gównianym kursie. Udało się pociąć? Możesz być z siebie dumny.
    2. Nie udało się pociąć, wybrałeś za słaby kurs  lub płynność na rynku za mała lub po prostu inni traderzy to debile, którzy pchają kurs jak narwane ułany no i zrobiło się 0:40. Pytanie - ciąć stratę czy nie jest w tym momencie dużo trudniejsze. Bardzo dobry serwujący przegrywający 0:30 ma jeszcze zwykle statystycznie ponad 50% na wygranie gema. Czasami rynek też przecenia jego serwis i uda się pociąć tak jakby miał 60 - 70% na wygranie tego gema i można próbować tak tą stratę pociąć ale nie zawsze się uda i teraz znajdujemy się w momencie kiedy mamy 0:40. Poza beznadziejnym wynikiem dochodzi presja psychiczna co moim zdaniem sprawia że dobry zawodnik nie ma prawa tutaj mieć więcej niż 30 - 40% szans na wygranie gema i na ogół rynek to widzi, czasem trochę przecenia czasem nie docenia. ale jesteśmy w sytuacji w której kolejny punkt powinien dodać jakieś dodatkowe  20 - 40% do straty którą dały 3 poprzednie punkty. Warto to spróbować oszacować czy będzie to bliżej 20 czy bliżej 40%. Jeżeli bliżej 40% to dalej jest sens w próbie cięcie strat, jeżeli bliżej 20% to moim zdaniem możemy już sobie odpuścić i zaopatrzyć się w różaniec, na którym będziemy wymadlać co najmniej powrót do deuca w gemie i wtedy częściowo lub w całości pociąć straty.
    3. Nowa sytuacja - kolejnych dwóch zawodników również z przyzwoitym serwami. Postanowiliśmy zagrać na utrzymanie serwisu przy stanie 0:40. Niestety serwujący nie wyrównał nawet do deuca i straciliśmy tylko jakieś 20% stawki, ponieważ zagraliśmy całkiem wartościowy kurs. Czy ciąć stratę? Odp. Nie teraz. Bezpośrednie odłamania są najczęstszymi rodzajami złamań w meczu. Warto spróbować wyczekiwać przewagi odbierającego w kolejnym gemie by pociąć przy 0:15 lub 15:30 z dużo mniejszą stratą. Ryzykanci mogą sobie nawet czekać do końca na rebreaka, ale nie polecam tego, a na pewno nie z całością czy nawet połową stawki. Jeżeli takiej przewagi nie będzie i serwujący utrzyma serwis to o ile nie był to jakiś mega ważny gem na seta czy na mecz to do naszej straty powinno dojść nie więcej niż jakieś 5 - 10% wyjściowej stawki i całe wejście w tym momencie zamykamy ze stratą 25 - 30%. Czemu teraz? Czemu nie czekać kolejnego gema? Bo widząc słabość serwu w dwóch gemach z rzędu u dobrze serwującego rynek może zwęszyć jakiś problem zawodnika w danym momencie/dniu i zbijać go niemiłosiernie dalej przy łamaniu się na podwójnego breaka, także ostatecznie nasza strata przy podwójnym breaku mogłaby już sięgać jakiś 40- 50% stawki.
    4. Mamy mecz dwóch kobitek średniaków. Zdecydowaliśmy się na wejście na utrzymanie serwisu przy stanie  15:40. Robi się jednak przełamanie. Ciąć stratę? Tak. W większości przypadków utrzymanie serwisu w kolejnym gemie w takim wypadku będzie kosztować nas dużo więcej % stawki niż samo przełamanie. Nie czekamy zatem na kolejnego gema i tniemy stratę w przerwie między gemami.
    To tyle na dzisiaj - postaram się jeszcze kilka sytuacji przedstawić w kolejnym wpisie o cięciu strat.
    godz 21.39
    dx
  10. Like
    adam82 otrzymał reputację od Peszkin za wpis na blogu, Cięce strat   
    Niedziela 7.02.2016 r. g. 20.25
    Drogi pamiętniczku,
    Chwilę zbierałem się żeby ponownie coś tutaj napisać i szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się dalej tutaj zaglądać i pisać. Założyłem sobie jednak że ten temat poruszę i prędzej czy później powinienem to zrobić. Być może dzisiaj nie uda mi się zamknąć tematu, ale postaram się przekazać to co tym razem leży mi na sercu.
    A leży mi na sercu strat cięcie w tradingu sportowym..
    Stara legenda ludowa opowiadana z dziada pradziada głosi: "Synu tnij stratę, gdy tylko się pojawi, tnij ją mocno i dobitnie, nie wahaj się ani przez chwilę bo czas szybko mija"
    W rzeczywistości w dniach dzisiejszych można powiedzieć i znaleźć na większości poradników tradingu nie tylko sportowego zalecenie: "Pozycje zyskowne trzymaj długo, pozycje stratne tnij szybko".
    To stwierdzenie jest dobre i prawdziwe ale tylko w ogólności. Ogólność ta polega na tym, że jest strasznie nieprecyzyjne i można je rozumieć na bardzo wiele sposobów w zależności od osoby i od sposobu tradingu jaki uprawia. Poza tym ogólność tego stwierdzenia znaczy tyle, że są od niego wyjątki.
    Inne twierdzenie dotyczące tradingu głosi - nie ważne w którą stronę otwierasz pozycję. Nie ważne czy wchodzisz aktualnie na zwycięstwo faworyta czy zawodnika który dostaje ostre lanie - ważne natomiast co zrobisz z tą pozycją w zależności od tego jak się mecz rozwinie. To twierdzenie jest już moim zdaniem trochę mniej sprawdzone ale na pewno cząstka prawdy w nim także występuje. Gdybym ja miał wskazać procentowo co w tradingu in play tworzy zarabiającego tradera (wyłączając szybkość źródła danych z jakiego korzysta, którego to wartość jest ciężka do oszacowania) rozdzielił bym to tak:
    - 40% - granie value
    - 30% - cięcie strat
    - 15% - realizacja zysków
    - pozostałe 15% inne takie jak program do tradingu, sprżet, nasz aktualny stan zdrowotny, warunki w jakich handlujemy itp.
    Zbyt mała wiedzę posiadam, i człekiem dość nikczemnym jestem abym miał prawo do opisywania ogólnych przypadków cięcia strat dla całego tradingu sportowego, czy chociażby dla jednej dyscypliny. Każda sytuacja w meczu jest inna i fakt - są schematy które powtarzają się bardzo często, ale bywają sytuacje niewiarygodne, trudne do jakiejkolwiek oceny, których w ogólności nie można opisać i wskazać jak się przed nimi chronić.
    Chciałbym zatem podejść do tematu bardzo precyzyjnie. Ten wątek będzie dotyczył tradingu in-play w tenisie. Będę przedstawiał kilka przykładów tego co się dzieje w meczu i jak moim zdaniem powinniśmy na to reagować. Przykłady będą dotyczyć tylko sytuacji, w których kurs idzie przeciwko nam i jesteśmy na redzie z danego wejścia.
    Sytuacja meczowa nr
    1. Mamy dwóch bardzo dobrze serwujących zawodników i zdecydowaliśmy się z jakiegoś powodu backować w danym gemie utrzymanie serwisu od stanu 0:0. Nagle robi się 0:15. Trochę lipa, ale zdecydowaliśmy się czekać, robi się 0:30. Pytanie - co zrobić w tym wypadku. Moim zdaniem odpowiedź jest tutaj w 99%  następująca. Tnij stratę jak narwany ułan, kolejny punkt za około 20 sekund. W tym czasie musisz wybrać taki kurs żeby być ponad innymi, olej value, a jak masz dużą stawkę to olej value totalnie i postaraj się ciąć stratę po jeszcze bardziej gównianym kursie. Udało się pociąć? Możesz być z siebie dumny.
    2. Nie udało się pociąć, wybrałeś za słaby kurs  lub płynność na rynku za mała lub po prostu inni traderzy to debile, którzy pchają kurs jak narwane ułany no i zrobiło się 0:40. Pytanie - ciąć stratę czy nie jest w tym momencie dużo trudniejsze. Bardzo dobry serwujący przegrywający 0:30 ma jeszcze zwykle statystycznie ponad 50% na wygranie gema. Czasami rynek też przecenia jego serwis i uda się pociąć tak jakby miał 60 - 70% na wygranie tego gema i można próbować tak tą stratę pociąć ale nie zawsze się uda i teraz znajdujemy się w momencie kiedy mamy 0:40. Poza beznadziejnym wynikiem dochodzi presja psychiczna co moim zdaniem sprawia że dobry zawodnik nie ma prawa tutaj mieć więcej niż 30 - 40% szans na wygranie gema i na ogół rynek to widzi, czasem trochę przecenia czasem nie docenia. ale jesteśmy w sytuacji w której kolejny punkt powinien dodać jakieś dodatkowe  20 - 40% do straty którą dały 3 poprzednie punkty. Warto to spróbować oszacować czy będzie to bliżej 20 czy bliżej 40%. Jeżeli bliżej 40% to dalej jest sens w próbie cięcie strat, jeżeli bliżej 20% to moim zdaniem możemy już sobie odpuścić i zaopatrzyć się w różaniec, na którym będziemy wymadlać co najmniej powrót do deuca w gemie i wtedy częściowo lub w całości pociąć straty.
    3. Nowa sytuacja - kolejnych dwóch zawodników również z przyzwoitym serwami. Postanowiliśmy zagrać na utrzymanie serwisu przy stanie 0:40. Niestety serwujący nie wyrównał nawet do deuca i straciliśmy tylko jakieś 20% stawki, ponieważ zagraliśmy całkiem wartościowy kurs. Czy ciąć stratę? Odp. Nie teraz. Bezpośrednie odłamania są najczęstszymi rodzajami złamań w meczu. Warto spróbować wyczekiwać przewagi odbierającego w kolejnym gemie by pociąć przy 0:15 lub 15:30 z dużo mniejszą stratą. Ryzykanci mogą sobie nawet czekać do końca na rebreaka, ale nie polecam tego, a na pewno nie z całością czy nawet połową stawki. Jeżeli takiej przewagi nie będzie i serwujący utrzyma serwis to o ile nie był to jakiś mega ważny gem na seta czy na mecz to do naszej straty powinno dojść nie więcej niż jakieś 5 - 10% wyjściowej stawki i całe wejście w tym momencie zamykamy ze stratą 25 - 30%. Czemu teraz? Czemu nie czekać kolejnego gema? Bo widząc słabość serwu w dwóch gemach z rzędu u dobrze serwującego rynek może zwęszyć jakiś problem zawodnika w danym momencie/dniu i zbijać go niemiłosiernie dalej przy łamaniu się na podwójnego breaka, także ostatecznie nasza strata przy podwójnym breaku mogłaby już sięgać jakiś 40- 50% stawki.
    4. Mamy mecz dwóch kobitek średniaków. Zdecydowaliśmy się na wejście na utrzymanie serwisu przy stanie  15:40. Robi się jednak przełamanie. Ciąć stratę? Tak. W większości przypadków utrzymanie serwisu w kolejnym gemie w takim wypadku będzie kosztować nas dużo więcej % stawki niż samo przełamanie. Nie czekamy zatem na kolejnego gema i tniemy stratę w przerwie między gemami.
    To tyle na dzisiaj - postaram się jeszcze kilka sytuacji przedstawić w kolejnym wpisie o cięciu strat.
    godz 21.39
    dx
  11. Like
    adam82 otrzymał reputację od Backrus za wpis na blogu, Cięce strat   
    Niedziela 7.02.2016 r. g. 20.25
    Drogi pamiętniczku,
    Chwilę zbierałem się żeby ponownie coś tutaj napisać i szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się dalej tutaj zaglądać i pisać. Założyłem sobie jednak że ten temat poruszę i prędzej czy później powinienem to zrobić. Być może dzisiaj nie uda mi się zamknąć tematu, ale postaram się przekazać to co tym razem leży mi na sercu.
    A leży mi na sercu strat cięcie w tradingu sportowym..
    Stara legenda ludowa opowiadana z dziada pradziada głosi: "Synu tnij stratę, gdy tylko się pojawi, tnij ją mocno i dobitnie, nie wahaj się ani przez chwilę bo czas szybko mija"
    W rzeczywistości w dniach dzisiejszych można powiedzieć i znaleźć na większości poradników tradingu nie tylko sportowego zalecenie: "Pozycje zyskowne trzymaj długo, pozycje stratne tnij szybko".
    To stwierdzenie jest dobre i prawdziwe ale tylko w ogólności. Ogólność ta polega na tym, że jest strasznie nieprecyzyjne i można je rozumieć na bardzo wiele sposobów w zależności od osoby i od sposobu tradingu jaki uprawia. Poza tym ogólność tego stwierdzenia znaczy tyle, że są od niego wyjątki.
    Inne twierdzenie dotyczące tradingu głosi - nie ważne w którą stronę otwierasz pozycję. Nie ważne czy wchodzisz aktualnie na zwycięstwo faworyta czy zawodnika który dostaje ostre lanie - ważne natomiast co zrobisz z tą pozycją w zależności od tego jak się mecz rozwinie. To twierdzenie jest już moim zdaniem trochę mniej sprawdzone ale na pewno cząstka prawdy w nim także występuje. Gdybym ja miał wskazać procentowo co w tradingu in play tworzy zarabiającego tradera (wyłączając szybkość źródła danych z jakiego korzysta, którego to wartość jest ciężka do oszacowania) rozdzielił bym to tak:
    - 40% - granie value
    - 30% - cięcie strat
    - 15% - realizacja zysków
    - pozostałe 15% inne takie jak program do tradingu, sprżet, nasz aktualny stan zdrowotny, warunki w jakich handlujemy itp.
    Zbyt mała wiedzę posiadam, i człekiem dość nikczemnym jestem abym miał prawo do opisywania ogólnych przypadków cięcia strat dla całego tradingu sportowego, czy chociażby dla jednej dyscypliny. Każda sytuacja w meczu jest inna i fakt - są schematy które powtarzają się bardzo często, ale bywają sytuacje niewiarygodne, trudne do jakiejkolwiek oceny, których w ogólności nie można opisać i wskazać jak się przed nimi chronić.
    Chciałbym zatem podejść do tematu bardzo precyzyjnie. Ten wątek będzie dotyczył tradingu in-play w tenisie. Będę przedstawiał kilka przykładów tego co się dzieje w meczu i jak moim zdaniem powinniśmy na to reagować. Przykłady będą dotyczyć tylko sytuacji, w których kurs idzie przeciwko nam i jesteśmy na redzie z danego wejścia.
    Sytuacja meczowa nr
    1. Mamy dwóch bardzo dobrze serwujących zawodników i zdecydowaliśmy się z jakiegoś powodu backować w danym gemie utrzymanie serwisu od stanu 0:0. Nagle robi się 0:15. Trochę lipa, ale zdecydowaliśmy się czekać, robi się 0:30. Pytanie - co zrobić w tym wypadku. Moim zdaniem odpowiedź jest tutaj w 99%  następująca. Tnij stratę jak narwany ułan, kolejny punkt za około 20 sekund. W tym czasie musisz wybrać taki kurs żeby być ponad innymi, olej value, a jak masz dużą stawkę to olej value totalnie i postaraj się ciąć stratę po jeszcze bardziej gównianym kursie. Udało się pociąć? Możesz być z siebie dumny.
    2. Nie udało się pociąć, wybrałeś za słaby kurs  lub płynność na rynku za mała lub po prostu inni traderzy to debile, którzy pchają kurs jak narwane ułany no i zrobiło się 0:40. Pytanie - ciąć stratę czy nie jest w tym momencie dużo trudniejsze. Bardzo dobry serwujący przegrywający 0:30 ma jeszcze zwykle statystycznie ponad 50% na wygranie gema. Czasami rynek też przecenia jego serwis i uda się pociąć tak jakby miał 60 - 70% na wygranie tego gema i można próbować tak tą stratę pociąć ale nie zawsze się uda i teraz znajdujemy się w momencie kiedy mamy 0:40. Poza beznadziejnym wynikiem dochodzi presja psychiczna co moim zdaniem sprawia że dobry zawodnik nie ma prawa tutaj mieć więcej niż 30 - 40% szans na wygranie gema i na ogół rynek to widzi, czasem trochę przecenia czasem nie docenia. ale jesteśmy w sytuacji w której kolejny punkt powinien dodać jakieś dodatkowe  20 - 40% do straty którą dały 3 poprzednie punkty. Warto to spróbować oszacować czy będzie to bliżej 20 czy bliżej 40%. Jeżeli bliżej 40% to dalej jest sens w próbie cięcie strat, jeżeli bliżej 20% to moim zdaniem możemy już sobie odpuścić i zaopatrzyć się w różaniec, na którym będziemy wymadlać co najmniej powrót do deuca w gemie i wtedy częściowo lub w całości pociąć straty.
    3. Nowa sytuacja - kolejnych dwóch zawodników również z przyzwoitym serwami. Postanowiliśmy zagrać na utrzymanie serwisu przy stanie 0:40. Niestety serwujący nie wyrównał nawet do deuca i straciliśmy tylko jakieś 20% stawki, ponieważ zagraliśmy całkiem wartościowy kurs. Czy ciąć stratę? Odp. Nie teraz. Bezpośrednie odłamania są najczęstszymi rodzajami złamań w meczu. Warto spróbować wyczekiwać przewagi odbierającego w kolejnym gemie by pociąć przy 0:15 lub 15:30 z dużo mniejszą stratą. Ryzykanci mogą sobie nawet czekać do końca na rebreaka, ale nie polecam tego, a na pewno nie z całością czy nawet połową stawki. Jeżeli takiej przewagi nie będzie i serwujący utrzyma serwis to o ile nie był to jakiś mega ważny gem na seta czy na mecz to do naszej straty powinno dojść nie więcej niż jakieś 5 - 10% wyjściowej stawki i całe wejście w tym momencie zamykamy ze stratą 25 - 30%. Czemu teraz? Czemu nie czekać kolejnego gema? Bo widząc słabość serwu w dwóch gemach z rzędu u dobrze serwującego rynek może zwęszyć jakiś problem zawodnika w danym momencie/dniu i zbijać go niemiłosiernie dalej przy łamaniu się na podwójnego breaka, także ostatecznie nasza strata przy podwójnym breaku mogłaby już sięgać jakiś 40- 50% stawki.
    4. Mamy mecz dwóch kobitek średniaków. Zdecydowaliśmy się na wejście na utrzymanie serwisu przy stanie  15:40. Robi się jednak przełamanie. Ciąć stratę? Tak. W większości przypadków utrzymanie serwisu w kolejnym gemie w takim wypadku będzie kosztować nas dużo więcej % stawki niż samo przełamanie. Nie czekamy zatem na kolejnego gema i tniemy stratę w przerwie między gemami.
    To tyle na dzisiaj - postaram się jeszcze kilka sytuacji przedstawić w kolejnym wpisie o cięciu strat.
    godz 21.39
    dx
  12. Like
    adam82 otrzymał reputację od Makubczak za wpis na blogu, Cięce strat   
    Niedziela 7.02.2016 r. g. 20.25
    Drogi pamiętniczku,
    Chwilę zbierałem się żeby ponownie coś tutaj napisać i szczerze muszę przyznać, że nie chce mi się dalej tutaj zaglądać i pisać. Założyłem sobie jednak że ten temat poruszę i prędzej czy później powinienem to zrobić. Być może dzisiaj nie uda mi się zamknąć tematu, ale postaram się przekazać to co tym razem leży mi na sercu.
    A leży mi na sercu strat cięcie w tradingu sportowym..
    Stara legenda ludowa opowiadana z dziada pradziada głosi: "Synu tnij stratę, gdy tylko się pojawi, tnij ją mocno i dobitnie, nie wahaj się ani przez chwilę bo czas szybko mija"
    W rzeczywistości w dniach dzisiejszych można powiedzieć i znaleźć na większości poradników tradingu nie tylko sportowego zalecenie: "Pozycje zyskowne trzymaj długo, pozycje stratne tnij szybko".
    To stwierdzenie jest dobre i prawdziwe ale tylko w ogólności. Ogólność ta polega na tym, że jest strasznie nieprecyzyjne i można je rozumieć na bardzo wiele sposobów w zależności od osoby i od sposobu tradingu jaki uprawia. Poza tym ogólność tego stwierdzenia znaczy tyle, że są od niego wyjątki.
    Inne twierdzenie dotyczące tradingu głosi - nie ważne w którą stronę otwierasz pozycję. Nie ważne czy wchodzisz aktualnie na zwycięstwo faworyta czy zawodnika który dostaje ostre lanie - ważne natomiast co zrobisz z tą pozycją w zależności od tego jak się mecz rozwinie. To twierdzenie jest już moim zdaniem trochę mniej sprawdzone ale na pewno cząstka prawdy w nim także występuje. Gdybym ja miał wskazać procentowo co w tradingu in play tworzy zarabiającego tradera (wyłączając szybkość źródła danych z jakiego korzysta, którego to wartość jest ciężka do oszacowania) rozdzielił bym to tak:
    - 40% - granie value
    - 30% - cięcie strat
    - 15% - realizacja zysków
    - pozostałe 15% inne takie jak program do tradingu, sprżet, nasz aktualny stan zdrowotny, warunki w jakich handlujemy itp.
    Zbyt mała wiedzę posiadam, i człekiem dość nikczemnym jestem abym miał prawo do opisywania ogólnych przypadków cięcia strat dla całego tradingu sportowego, czy chociażby dla jednej dyscypliny. Każda sytuacja w meczu jest inna i fakt - są schematy które powtarzają się bardzo często, ale bywają sytuacje niewiarygodne, trudne do jakiejkolwiek oceny, których w ogólności nie można opisać i wskazać jak się przed nimi chronić.
    Chciałbym zatem podejść do tematu bardzo precyzyjnie. Ten wątek będzie dotyczył tradingu in-play w tenisie. Będę przedstawiał kilka przykładów tego co się dzieje w meczu i jak moim zdaniem powinniśmy na to reagować. Przykłady będą dotyczyć tylko sytuacji, w których kurs idzie przeciwko nam i jesteśmy na redzie z danego wejścia.
    Sytuacja meczowa nr
    1. Mamy dwóch bardzo dobrze serwujących zawodników i zdecydowaliśmy się z jakiegoś powodu backować w danym gemie utrzymanie serwisu od stanu 0:0. Nagle robi się 0:15. Trochę lipa, ale zdecydowaliśmy się czekać, robi się 0:30. Pytanie - co zrobić w tym wypadku. Moim zdaniem odpowiedź jest tutaj w 99%  następująca. Tnij stratę jak narwany ułan, kolejny punkt za około 20 sekund. W tym czasie musisz wybrać taki kurs żeby być ponad innymi, olej value, a jak masz dużą stawkę to olej value totalnie i postaraj się ciąć stratę po jeszcze bardziej gównianym kursie. Udało się pociąć? Możesz być z siebie dumny.
    2. Nie udało się pociąć, wybrałeś za słaby kurs  lub płynność na rynku za mała lub po prostu inni traderzy to debile, którzy pchają kurs jak narwane ułany no i zrobiło się 0:40. Pytanie - ciąć stratę czy nie jest w tym momencie dużo trudniejsze. Bardzo dobry serwujący przegrywający 0:30 ma jeszcze zwykle statystycznie ponad 50% na wygranie gema. Czasami rynek też przecenia jego serwis i uda się pociąć tak jakby miał 60 - 70% na wygranie tego gema i można próbować tak tą stratę pociąć ale nie zawsze się uda i teraz znajdujemy się w momencie kiedy mamy 0:40. Poza beznadziejnym wynikiem dochodzi presja psychiczna co moim zdaniem sprawia że dobry zawodnik nie ma prawa tutaj mieć więcej niż 30 - 40% szans na wygranie gema i na ogół rynek to widzi, czasem trochę przecenia czasem nie docenia. ale jesteśmy w sytuacji w której kolejny punkt powinien dodać jakieś dodatkowe  20 - 40% do straty którą dały 3 poprzednie punkty. Warto to spróbować oszacować czy będzie to bliżej 20 czy bliżej 40%. Jeżeli bliżej 40% to dalej jest sens w próbie cięcie strat, jeżeli bliżej 20% to moim zdaniem możemy już sobie odpuścić i zaopatrzyć się w różaniec, na którym będziemy wymadlać co najmniej powrót do deuca w gemie i wtedy częściowo lub w całości pociąć straty.
    3. Nowa sytuacja - kolejnych dwóch zawodników również z przyzwoitym serwami. Postanowiliśmy zagrać na utrzymanie serwisu przy stanie 0:40. Niestety serwujący nie wyrównał nawet do deuca i straciliśmy tylko jakieś 20% stawki, ponieważ zagraliśmy całkiem wartościowy kurs. Czy ciąć stratę? Odp. Nie teraz. Bezpośrednie odłamania są najczęstszymi rodzajami złamań w meczu. Warto spróbować wyczekiwać przewagi odbierającego w kolejnym gemie by pociąć przy 0:15 lub 15:30 z dużo mniejszą stratą. Ryzykanci mogą sobie nawet czekać do końca na rebreaka, ale nie polecam tego, a na pewno nie z całością czy nawet połową stawki. Jeżeli takiej przewagi nie będzie i serwujący utrzyma serwis to o ile nie był to jakiś mega ważny gem na seta czy na mecz to do naszej straty powinno dojść nie więcej niż jakieś 5 - 10% wyjściowej stawki i całe wejście w tym momencie zamykamy ze stratą 25 - 30%. Czemu teraz? Czemu nie czekać kolejnego gema? Bo widząc słabość serwu w dwóch gemach z rzędu u dobrze serwującego rynek może zwęszyć jakiś problem zawodnika w danym momencie/dniu i zbijać go niemiłosiernie dalej przy łamaniu się na podwójnego breaka, także ostatecznie nasza strata przy podwójnym breaku mogłaby już sięgać jakiś 40- 50% stawki.
    4. Mamy mecz dwóch kobitek średniaków. Zdecydowaliśmy się na wejście na utrzymanie serwisu przy stanie  15:40. Robi się jednak przełamanie. Ciąć stratę? Tak. W większości przypadków utrzymanie serwisu w kolejnym gemie w takim wypadku będzie kosztować nas dużo więcej % stawki niż samo przełamanie. Nie czekamy zatem na kolejnego gema i tniemy stratę w przerwie między gemami.
    To tyle na dzisiaj - postaram się jeszcze kilka sytuacji przedstawić w kolejnym wpisie o cięciu strat.
    godz 21.39
    dx
  13. Like
    adam82 otrzymał reputację od astana za wpis na blogu, Gniew   
    Gniew to trzecia część trylogii Zygmunta Miłoszewskiego o prokuratorze Teodorze Szackim. Polecam całą trylogię, szczególnie w formie książkowej. Aktualnie są już także zekranizowane dwie pierwsze części trylogii i ich jakość jest również dobra. Gniew to jednak moim zdaniem najlepsza ze wszystkich części z niezwykle wciągającą fabułą, która porusza także dylematy moralne i relatywizm jaki często występuje przy wyborze tego co dobre, a co złe.
    Tyle słowem wstępu. Dzisiaj chciałbym odnieść się jednak do gniewu jako uczucia nieobcego traderom, a w szczególności traderom sportowym.
    Moim zdaniem jest to temat niezwykle istotny z dwóch głównych powodów:
    - W dużej mierze decyduje o tym czy trader będzie zarabiał czy tracił
    - Ma bezpośredni wpływ na kondycję fizyczną jak i psychiczną
    1. Skąd rodzi się gniew w tradingu sportowym?
    Głównymi przyczynami gniewu są:
    - Wyredowanie zysku zbieranego przez kilkadziesiąt minut lub nawet kilka godzin w kilka lub kilkadziesiąt sekund (podobnie wyredowanie zysku z kilku dni/tygodnia wciągu kilku/kilkunastu minut itp.)
    - Sytuacja meczowa, w której do spełnienia warunku zysku jest już niezwykle blisko, ale jednak to nie następuje i przez to zysk jest dużo mniejszy lub pojawia się strata. Przykładem takiego warunku do spełnienia może być prosty smecz w tenisie czy rzut karny w piłce nożnej, które jednak nie zostają wykorzystane.
    - Brak możliwości pocięcia straty w momencie gdy to cięcie założyliśmy, spowodowane zbyt małą płynnością rynku, mimo wystawienia kursu który powinien zostać przyjęty. W konsekwencji rodzi to większą stratę, na którą nie jesteśmy już emocjonalnie przygotowani.
    - Tzw. odbicie od celu dziennego/tygodniowego/miesięcznego zysku u traderów takie cele mających. To sytuacja w której do osiągnięcia danego celu brakuje 1 - 3%, a osiągnięcie celu skutkowałoby zakończeniem tradingu i okresem wolnym od tradingu przez określoną ilość czasu. Niestety odbicie polega na tym, że tego celu nie osiągamy i wtedy z brakującego 1 - 2% zysku robi się brakujące kilkanaście - kilkadziesiąt % W skrajnych przypadkach może to później lawinowo skutkować nawet wyredowaniem danego dnia/tygodnia czy miesiąca.
    - Wyjątkowe wejście raz w meczu większą stawką, po wielu innych wejściach stawką zwykłą i sytuacja meczowa, która sprawia że cały zysk zostaje zniszczony z powodu konieczności cięcia tego wejścia.
    - Kilkukrotne pięcio, czasami dziesięcio lub nawet kilkunastokrotne wejście które powinno w naszej ocenie mieć co najmniej kilkadziesiąt procent szans, lecz za każdym razem sytuacja meczowa (rynek) idzie przeciwko (czyli tzw. czarna seria).
    Tyle przychodzi mi aktualnie do głowy, choć na pewno działa to trochę indywidualnie i są także mniej typowe przyczyny u innych.
    2. Skutki gniewu
    Podstawowym skutkiem gniewu jest wyłączenie się racjonalnego myślenia przy podejmowaniu kolejnych decyzji o wejściu w rynek. Decyzje te są w takim momencie dużo bardziej losowe i nieuzasadnione. Przestajemy grać value. Skutkiem tego może być szczęśliwy traf i powrót do względnej sytuacji równowagi emocjonalnej i odzyskanie dużej części utraconych środków lub brak tego szczęścia i pogłębienie straty i narastanie gniewu. W ostateczności poziom chaotyczności decyzji może być tak duży że w ciągu kilku minut można przegrać zyski wypracowywane przez długie tygodnie czy nawet miesiące.
    Kolejnym skutkiem gniewu są ogólnie pojęte kwestie zdrowotne. Istnieją badania naukowe mówiące o tym, że wielokrotne wyrażanie gniewu i złości wywołuje wewnętrzne pobudzenie i reakcje biochemiczne które uszkadzają tętnice. U traderów sportowych takie wyrażanie gniewu może występować nawet kilkadziesiąt razy podczas jednego meczu. Szczególnie może występować to w koszykówce/ tenisie/ siatkówce, gdzie każdy punkt w jedną lub drugą stronę może stawać się przyczyną lub potęgować ten gniew. W związku z tym u osób "gniewnych" dużo częściej występują problemy z układem krążenia. Poza tymi znanymi mi wpływami gniewu na organizm z pewnością istnieją inne, których świadom nie jestem, a które wpływają destrukcyjnie na nasze zdrowie.
    3. Skutki pośrednie
    Są to skutki gniewu które występują często, ale nie muszą występować zawsze i wiążą się na ogół tylko z niektórymi wybuchami gniewu.
    Pierwszym z nich jest niszczenie otaczających nas przedmiotów. Można tutaj zaliczyć:
    - niszczenie klawiatur, myszek, rozbijanie monitorów, laptopów, telefonów, rozrywanie ubrań, rozbijanie talerzy, szklanek. To takie najbardziej typowe.
    Kolejny skutkiem pośrednim może być sprawianie sobie fizycznego bólu poprzez uderzania najczęściej pięścią, nogą (w ścianę, stół itp.), szczypanie się, drapanie (wbijanie paznokci w skórę). W niektórych przypadkach dochodzi nawet do uderzeń głową w ścianę. Wszystkie wspomniane tu przypadki mogą prowadzić w zależności od siły jaką stosujemy do kolejnych komplikacji zdrowotnych o bardzo szerokim zakresie, od zwykłych siniaków, zadrapań do pęknięć a nawet złamań kości, uszkodzeniem mięśni lub stawów czy urazów głowy (twarzy, mózgu).
    Ostatnim skutkiem pośrednim jaki zaobserwowałem jest postrzeganie gniewu przez innych. Mało kto lubi przebywać z osobą będącą w gniewie. Wyraz twarzy takiej osoby się wykrzywia, jest to oblicze zniekształcone, które przyprawia na ogół o lęk. Czasami widząc taką osobę może się ona wydać śmieszna. Ten śmiech pochodzi jednak nie z sympatii ale raczej z pogardy dla osoby, która znajduje się w groteskowo i teatralnie wyglądającym silnym wzburzeniu. Nie ma wątpliwości, że częste występowanie gniewu, nawet jeżeli staramy się go przeżywać w samotności psuje relacje międzyludzkie z naszymi najbliższymi.
    4. Redukcja poziomu gniewu
    Z opisanej przeze mnie wyżej rzeczywistości jasno wynika, że każdy człowiek (a w szczególności trader sportowy) powinien dążyć do redukcji poziomu jak i częstości występowania gniewu w życiu. To jest temat o którym zdecydowanie za mało się mówi i mówiło tutaj na forum i na innych forach które zajmują się podobnymi zagadnieniami.
    Jest to moim zdaniem zadanie ekstremalnie trudne, a często jest to sprawa mocno indywidualna, stąd brak prostych rozwiązań jak można by sobie z tym problemem poradzić. Zastanówmy się nad tym, czekam na komentarze i sugestie, a sam w najbliższym czasie postaram się opisać mój punkt widzenia i działania, które może podjąć każdy by zredukować poziom gniewu. Być może będzie to redukcja minimalna, ale i o taką warto walczyć by niwelować negatywne skutki tej emocji.
     
    PS. W sumie to nie wiem nawet czy tą emocję która towarzyszy tradingowi można nazwać gniewem, ale ja będę tak robił bo podoba mi się to słowo - jest takie dobitne.
     
  14. Like
    adam82 otrzymał reputację od astana za wpis na blogu, Kiedy value nie gra?   
    Więc pisałem ostatnio, że grając value można się doprowadzić do bankructwa. Jest to prawda, ale jest to też stwierdzenie trochę naciągane. Trzeba mieć bowiem sporego pecha albo nie do końca poważnie podchodzić do bettingu/tradingu albo mieć bardzo słabą psychikę, żeby grając value przegrywać długoterminowo, co za chwilę dokładniej opiszę.
    Trzeba zacząć od tego że value to pojęcie bardzo względne. Załóżmy, że kurs w zdarzeniu dwudrożnym odwzorowujący realne prawdopodobieństwo zwycięstwa danego zawodnika wynosi 1.5. Grając więc kursy powyżej 1.50 gramy value, z tym że jest diametralna różnica w tym czy będziemy w tym momencie próbować grać kurs 1.51, 1.55, 1.60 czy 2.00 czy jeszcze wyżej
    W zdecydowanej większości przypadków nie będziemy w stanie zagrać tych wysokich kursów rzędu powiedzmy 1.60+ Te kursy będę nazywał silnym value resztę będę nazywał value granicznym.
    Grając value graniczne jesteśmy oczywiście dużo bardziej narażeni na długoterminowe straty ponieważ nasze zyski z tego minimalnego value które gramy może pożreć prowizja betfair, bądź tymczasowe odchylenie od średniej wartości zysku który powinniśmy generować.
    Zróbmy z tego przykład i przyjmijmy ten nasz kurs 1.50 jako odwzorowujący realne prawdopodobieństwo 2/3 na zwycięstwo danego zawodnika. Każdy ma inną prowizję z wygranych rynków ale początkowo jest to u prawie każdego 5% (kiedyś przynajmniej było, potem dla Polaków było 6,5% potem zaczęli jeszcze bardziej mieszać i teraz też to jest zależne chyba od jakichś innych czynników). Żeby być w długim terminie na 0 przy prowizji 0% powinniśmy grać właśnie te kursy 1.50, ale mając prowizję 5% powinniśmy grać kurs w przybliżeniu 1.5263 co wynika łatwo ze wzoru x = 0.50/0.95 Mniejsza z tym, jeżeli ktoś mimo wszystko nie rozumie z czego wynika ta liczba, bo to nie ma takiego znaczenia warto jednak wiedzieć, że prowizja betfair sprawia, że granica value znajduję się trochę wyżej  niż by się wydawało i w tym wypadku powinniśmy grać kursy co najmniej 1.53.
    Teraz trochę o odchyleniu od oczekiwanego zyku przy graniu value. Prawdopodobieństwo to tylko prawdopodobieństwo Mając ten kurs 1.50 co określa dokładnie prawdopodobieństwo 66,(6)% wiemy tylko że powtarzając dane zdarzenie (mecz) nieskończenie wiele razy to zwycięstwo danego zawodnika otrzymamy w 66% przypadków. My jednak nie mamy nieskończenie wiele meczów. Może się zdarzyć tak, że po 10 meczach ten faworyt wygrał tylko 3 mecze (30%) lub 9 meczów (90%) Przy tak małej liczbie rozegranych meczów takie sytuacje zdarzają się stosunkowo często i właśnie tutaj leży klucz do value. Granie value ma sens jeżeli robimy to regularnie i na jak największej próbce. Po zbetowaniu kilkanaście - kilkudziesięciu meczów cały czas jest bardzo duża szansa, że nawet grając value nasz bilans będzie ujemny. Jeżeli liczba meczów które zagraliśmy liczy się w setkach jest już dużo trudniej o pecha, natomiast jeżeli rozegraliśmy kilka tysięcy zdarzeń to prawdopodobieństwo, że dalej będziemy na minusie nawet grając value jest już mikroskopijne.
    Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na 3 rzeczy:
    1. Nie warto przesadzić w drugą stronę i szukać value na siłę, bo wtedy większe prawdopodobieństwo, że ten kurs który zagramy jednak nie będzie miał żadnej wartości.
    2. Duże znaczenie ma czy gramy value graniczne czy value silne. Grając value graniczne pech może nam trzymać bilans na minusie przez kilkadziesiąt (kilkaset) meczów, przy value silnym po kilkudziesięciu (czy nawet kilkunastu) zdarzeniach powinniśmy wskoczyć już  na plus i nigdy go nie opuszczać oczywiście trzymając się tego samego sposobu gry.
    Czy lepiej grać value graniczne, czy silne? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Próbując grać tylko value silne tracimy bardzo dużo okazji na zysk co prawda minimalny ale zysk, natomiast grając value graniczne mamy dwa podstawowe ryzyka: wspomniane wcześniej większe prawdopodobieństwo odchylenia od zysku w długim terminie oraz możliwość przeszacowania/niedoszacowania granego przez nas kursu w taki sposób, że w żadnym wypadku nie jest to value (nawet graniczne). Są zatem plusy i minusy obu podejść.
    3. Tutaj wychodzi ogromna przewaga tradingu nad przedmeczowym bettingiem. Poza tym, że jak wiadomo trading daje możliwość na pocięcie strat to dodatkowo, w szczególności trading in play takich dyscyplin jak koszykówka, tenis, wyścigi konne, darty daje ogromną liczbę możliwości na wejście przy zmieniającej się sytuacji meczowej. Przedmeczowo możemy analizować tylko doniesienia o stanie zdrowia zawodników i innych czynnikach technicznych. W meczu bierzemy już pod uwagę wynik i w wielu dyscyplinach każde zdobycie punktu daje nam możliwość przyjrzenia się rynkowi i wykonania nowego wejścia uwzględniając wszystkie czynniki, a w szczególności ten najważniejszy czyli nowy wynik. Dzięki temu grając in play możemy wykonać już w trakcie jednego meczu kilkanaście - kilkadziesiąt wejść w rynek próbując grać graniczne value. Dzięki temu szybciej dojdziemy do momentu gdzie odchylenie od oczekiwanego zysku będzie miało dla nas coraz mniejsze znaczenie, ponieważ przy kilkugodzinnym tradingu możemy w jeden tylko dzień wykonać kilkaset wejść, co w bettingu i analizowaniu danych przedmeczowych, żeby znaleźć value i odpowiedni mecz zajęłoby nam pewnie kilka lat, a już co najmniej kilka miesięcy.
     
    Wszystko co do tej pory napisałem w tym wątku dotyczy płaskiej stawki. Kolejnym zagrożeniem dla długoterminowego zysku przy graniu value jest bowiem właśnie stawkowanie. Często zdarza się, że widzimy jak kurs świruje i czujemy że jest teraz okazja zagrać naprawdę silne value. Kusi wtedy i często słusznie, żeby zagrać to naprawdę dużą stawką. Na takie coś powinni sobie pozwalać jednak tylko doświadczeni traderzy, którzy mogą przyjąć duża stratę bez problemu. U innych którzy dopiero zaczęli zarabiać to jedno duże wejście może spowodować że budowany przez kilkadziesiąt meczów zysk zostanie zdjęty częściowo lub nawet całkowicie zniwelowany, mimo tego że zagraliśmy zdarzenie za kurs powiedzmy 1.70 w momencie kiedy powinien być na poziomie 1.50. Jest to sytuacja niezwykle przykra dla psychiki ponieważ nie popełniamy błędu w ocenie prawdopodobieństwa tylko w stawkowaniu, które nota bene nie ma aż tak dużego znaczenia jak samo zauważanie i granie value.
    Jest też druga strona medalu i podobnie dobra okazja którą zauważamy, czasami może wcale nie być okazją, ale niedoinformowaniem nas o jakimś kluczowym czynniku takim jak kontuzja, ustawka itp. dlatego warto uważać na stawkę wprowadzić sobie odgórne ograniczenia na betfair na limit ryzyka, który można zmienić tylko mailowo lub telefonicznie, żeby nie porwała nas pseudo okazja. Skutki takiego braku kontroli stawki i zewnętrznych limitów mogą być ogromnie bolesne o czym przekonał się jeden z użytkowników tego forum - doświadczony trader opisujący swoją przykrą sytuację w niniejszym wątku: http://sport.traderzy.pl/topic/4585-historia-najwi%C4%99kszego-reda/
     
    Ostatnią przyczyną braku zysków mimo grania value, którą chcę wskazać jest nieumiejętność cięcia strat. Jak ciąć straty nigdy do końca nie można odpowiedzieć, każda sytuacja jest inna i nie ma tutaj prostych schematów, ale jest to temat na tyle ciekawy i ważny, że mam zamiar poruszyć go kiedyś w osobnym wątku i postaram się wskazać chociaż podstawowe zasady dotyczące cięcia strat.
     
     
  15. Like
    adam82 otrzymał reputację od Korazz34 za wpis na blogu, Kiedy value nie gra?   
    Więc pisałem ostatnio, że grając value można się doprowadzić do bankructwa. Jest to prawda, ale jest to też stwierdzenie trochę naciągane. Trzeba mieć bowiem sporego pecha albo nie do końca poważnie podchodzić do bettingu/tradingu albo mieć bardzo słabą psychikę, żeby grając value przegrywać długoterminowo, co za chwilę dokładniej opiszę.
    Trzeba zacząć od tego że value to pojęcie bardzo względne. Załóżmy, że kurs w zdarzeniu dwudrożnym odwzorowujący realne prawdopodobieństwo zwycięstwa danego zawodnika wynosi 1.5. Grając więc kursy powyżej 1.50 gramy value, z tym że jest diametralna różnica w tym czy będziemy w tym momencie próbować grać kurs 1.51, 1.55, 1.60 czy 2.00 czy jeszcze wyżej
    W zdecydowanej większości przypadków nie będziemy w stanie zagrać tych wysokich kursów rzędu powiedzmy 1.60+ Te kursy będę nazywał silnym value resztę będę nazywał value granicznym.
    Grając value graniczne jesteśmy oczywiście dużo bardziej narażeni na długoterminowe straty ponieważ nasze zyski z tego minimalnego value które gramy może pożreć prowizja betfair, bądź tymczasowe odchylenie od średniej wartości zysku który powinniśmy generować.
    Zróbmy z tego przykład i przyjmijmy ten nasz kurs 1.50 jako odwzorowujący realne prawdopodobieństwo 2/3 na zwycięstwo danego zawodnika. Każdy ma inną prowizję z wygranych rynków ale początkowo jest to u prawie każdego 5% (kiedyś przynajmniej było, potem dla Polaków było 6,5% potem zaczęli jeszcze bardziej mieszać i teraz też to jest zależne chyba od jakichś innych czynników). Żeby być w długim terminie na 0 przy prowizji 0% powinniśmy grać właśnie te kursy 1.50, ale mając prowizję 5% powinniśmy grać kurs w przybliżeniu 1.5263 co wynika łatwo ze wzoru x = 0.50/0.95 Mniejsza z tym, jeżeli ktoś mimo wszystko nie rozumie z czego wynika ta liczba, bo to nie ma takiego znaczenia warto jednak wiedzieć, że prowizja betfair sprawia, że granica value znajduję się trochę wyżej  niż by się wydawało i w tym wypadku powinniśmy grać kursy co najmniej 1.53.
    Teraz trochę o odchyleniu od oczekiwanego zyku przy graniu value. Prawdopodobieństwo to tylko prawdopodobieństwo Mając ten kurs 1.50 co określa dokładnie prawdopodobieństwo 66,(6)% wiemy tylko że powtarzając dane zdarzenie (mecz) nieskończenie wiele razy to zwycięstwo danego zawodnika otrzymamy w 66% przypadków. My jednak nie mamy nieskończenie wiele meczów. Może się zdarzyć tak, że po 10 meczach ten faworyt wygrał tylko 3 mecze (30%) lub 9 meczów (90%) Przy tak małej liczbie rozegranych meczów takie sytuacje zdarzają się stosunkowo często i właśnie tutaj leży klucz do value. Granie value ma sens jeżeli robimy to regularnie i na jak największej próbce. Po zbetowaniu kilkanaście - kilkudziesięciu meczów cały czas jest bardzo duża szansa, że nawet grając value nasz bilans będzie ujemny. Jeżeli liczba meczów które zagraliśmy liczy się w setkach jest już dużo trudniej o pecha, natomiast jeżeli rozegraliśmy kilka tysięcy zdarzeń to prawdopodobieństwo, że dalej będziemy na minusie nawet grając value jest już mikroskopijne.
    Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na 3 rzeczy:
    1. Nie warto przesadzić w drugą stronę i szukać value na siłę, bo wtedy większe prawdopodobieństwo, że ten kurs który zagramy jednak nie będzie miał żadnej wartości.
    2. Duże znaczenie ma czy gramy value graniczne czy value silne. Grając value graniczne pech może nam trzymać bilans na minusie przez kilkadziesiąt (kilkaset) meczów, przy value silnym po kilkudziesięciu (czy nawet kilkunastu) zdarzeniach powinniśmy wskoczyć już  na plus i nigdy go nie opuszczać oczywiście trzymając się tego samego sposobu gry.
    Czy lepiej grać value graniczne, czy silne? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Próbując grać tylko value silne tracimy bardzo dużo okazji na zysk co prawda minimalny ale zysk, natomiast grając value graniczne mamy dwa podstawowe ryzyka: wspomniane wcześniej większe prawdopodobieństwo odchylenia od zysku w długim terminie oraz możliwość przeszacowania/niedoszacowania granego przez nas kursu w taki sposób, że w żadnym wypadku nie jest to value (nawet graniczne). Są zatem plusy i minusy obu podejść.
    3. Tutaj wychodzi ogromna przewaga tradingu nad przedmeczowym bettingiem. Poza tym, że jak wiadomo trading daje możliwość na pocięcie strat to dodatkowo, w szczególności trading in play takich dyscyplin jak koszykówka, tenis, wyścigi konne, darty daje ogromną liczbę możliwości na wejście przy zmieniającej się sytuacji meczowej. Przedmeczowo możemy analizować tylko doniesienia o stanie zdrowia zawodników i innych czynnikach technicznych. W meczu bierzemy już pod uwagę wynik i w wielu dyscyplinach każde zdobycie punktu daje nam możliwość przyjrzenia się rynkowi i wykonania nowego wejścia uwzględniając wszystkie czynniki, a w szczególności ten najważniejszy czyli nowy wynik. Dzięki temu grając in play możemy wykonać już w trakcie jednego meczu kilkanaście - kilkadziesiąt wejść w rynek próbując grać graniczne value. Dzięki temu szybciej dojdziemy do momentu gdzie odchylenie od oczekiwanego zysku będzie miało dla nas coraz mniejsze znaczenie, ponieważ przy kilkugodzinnym tradingu możemy w jeden tylko dzień wykonać kilkaset wejść, co w bettingu i analizowaniu danych przedmeczowych, żeby znaleźć value i odpowiedni mecz zajęłoby nam pewnie kilka lat, a już co najmniej kilka miesięcy.
     
    Wszystko co do tej pory napisałem w tym wątku dotyczy płaskiej stawki. Kolejnym zagrożeniem dla długoterminowego zysku przy graniu value jest bowiem właśnie stawkowanie. Często zdarza się, że widzimy jak kurs świruje i czujemy że jest teraz okazja zagrać naprawdę silne value. Kusi wtedy i często słusznie, żeby zagrać to naprawdę dużą stawką. Na takie coś powinni sobie pozwalać jednak tylko doświadczeni traderzy, którzy mogą przyjąć duża stratę bez problemu. U innych którzy dopiero zaczęli zarabiać to jedno duże wejście może spowodować że budowany przez kilkadziesiąt meczów zysk zostanie zdjęty częściowo lub nawet całkowicie zniwelowany, mimo tego że zagraliśmy zdarzenie za kurs powiedzmy 1.70 w momencie kiedy powinien być na poziomie 1.50. Jest to sytuacja niezwykle przykra dla psychiki ponieważ nie popełniamy błędu w ocenie prawdopodobieństwa tylko w stawkowaniu, które nota bene nie ma aż tak dużego znaczenia jak samo zauważanie i granie value.
    Jest też druga strona medalu i podobnie dobra okazja którą zauważamy, czasami może wcale nie być okazją, ale niedoinformowaniem nas o jakimś kluczowym czynniku takim jak kontuzja, ustawka itp. dlatego warto uważać na stawkę wprowadzić sobie odgórne ograniczenia na betfair na limit ryzyka, który można zmienić tylko mailowo lub telefonicznie, żeby nie porwała nas pseudo okazja. Skutki takiego braku kontroli stawki i zewnętrznych limitów mogą być ogromnie bolesne o czym przekonał się jeden z użytkowników tego forum - doświadczony trader opisujący swoją przykrą sytuację w niniejszym wątku: http://sport.traderzy.pl/topic/4585-historia-najwi%C4%99kszego-reda/
     
    Ostatnią przyczyną braku zysków mimo grania value, którą chcę wskazać jest nieumiejętność cięcia strat. Jak ciąć straty nigdy do końca nie można odpowiedzieć, każda sytuacja jest inna i nie ma tutaj prostych schematów, ale jest to temat na tyle ciekawy i ważny, że mam zamiar poruszyć go kiedyś w osobnym wątku i postaram się wskazać chociaż podstawowe zasady dotyczące cięcia strat.
     
     
  16. Like
    adam82 otrzymał reputację od mazitbg za wpis na blogu, Kiedy value nie gra?   
    Więc pisałem ostatnio, że grając value można się doprowadzić do bankructwa. Jest to prawda, ale jest to też stwierdzenie trochę naciągane. Trzeba mieć bowiem sporego pecha albo nie do końca poważnie podchodzić do bettingu/tradingu albo mieć bardzo słabą psychikę, żeby grając value przegrywać długoterminowo, co za chwilę dokładniej opiszę.
    Trzeba zacząć od tego że value to pojęcie bardzo względne. Załóżmy, że kurs w zdarzeniu dwudrożnym odwzorowujący realne prawdopodobieństwo zwycięstwa danego zawodnika wynosi 1.5. Grając więc kursy powyżej 1.50 gramy value, z tym że jest diametralna różnica w tym czy będziemy w tym momencie próbować grać kurs 1.51, 1.55, 1.60 czy 2.00 czy jeszcze wyżej
    W zdecydowanej większości przypadków nie będziemy w stanie zagrać tych wysokich kursów rzędu powiedzmy 1.60+ Te kursy będę nazywał silnym value resztę będę nazywał value granicznym.
    Grając value graniczne jesteśmy oczywiście dużo bardziej narażeni na długoterminowe straty ponieważ nasze zyski z tego minimalnego value które gramy może pożreć prowizja betfair, bądź tymczasowe odchylenie od średniej wartości zysku który powinniśmy generować.
    Zróbmy z tego przykład i przyjmijmy ten nasz kurs 1.50 jako odwzorowujący realne prawdopodobieństwo 2/3 na zwycięstwo danego zawodnika. Każdy ma inną prowizję z wygranych rynków ale początkowo jest to u prawie każdego 5% (kiedyś przynajmniej było, potem dla Polaków było 6,5% potem zaczęli jeszcze bardziej mieszać i teraz też to jest zależne chyba od jakichś innych czynników). Żeby być w długim terminie na 0 przy prowizji 0% powinniśmy grać właśnie te kursy 1.50, ale mając prowizję 5% powinniśmy grać kurs w przybliżeniu 1.5263 co wynika łatwo ze wzoru x = 0.50/0.95 Mniejsza z tym, jeżeli ktoś mimo wszystko nie rozumie z czego wynika ta liczba, bo to nie ma takiego znaczenia warto jednak wiedzieć, że prowizja betfair sprawia, że granica value znajduję się trochę wyżej  niż by się wydawało i w tym wypadku powinniśmy grać kursy co najmniej 1.53.
    Teraz trochę o odchyleniu od oczekiwanego zyku przy graniu value. Prawdopodobieństwo to tylko prawdopodobieństwo Mając ten kurs 1.50 co określa dokładnie prawdopodobieństwo 66,(6)% wiemy tylko że powtarzając dane zdarzenie (mecz) nieskończenie wiele razy to zwycięstwo danego zawodnika otrzymamy w 66% przypadków. My jednak nie mamy nieskończenie wiele meczów. Może się zdarzyć tak, że po 10 meczach ten faworyt wygrał tylko 3 mecze (30%) lub 9 meczów (90%) Przy tak małej liczbie rozegranych meczów takie sytuacje zdarzają się stosunkowo często i właśnie tutaj leży klucz do value. Granie value ma sens jeżeli robimy to regularnie i na jak największej próbce. Po zbetowaniu kilkanaście - kilkudziesięciu meczów cały czas jest bardzo duża szansa, że nawet grając value nasz bilans będzie ujemny. Jeżeli liczba meczów które zagraliśmy liczy się w setkach jest już dużo trudniej o pecha, natomiast jeżeli rozegraliśmy kilka tysięcy zdarzeń to prawdopodobieństwo, że dalej będziemy na minusie nawet grając value jest już mikroskopijne.
    Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na 3 rzeczy:
    1. Nie warto przesadzić w drugą stronę i szukać value na siłę, bo wtedy większe prawdopodobieństwo, że ten kurs który zagramy jednak nie będzie miał żadnej wartości.
    2. Duże znaczenie ma czy gramy value graniczne czy value silne. Grając value graniczne pech może nam trzymać bilans na minusie przez kilkadziesiąt (kilkaset) meczów, przy value silnym po kilkudziesięciu (czy nawet kilkunastu) zdarzeniach powinniśmy wskoczyć już  na plus i nigdy go nie opuszczać oczywiście trzymając się tego samego sposobu gry.
    Czy lepiej grać value graniczne, czy silne? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Próbując grać tylko value silne tracimy bardzo dużo okazji na zysk co prawda minimalny ale zysk, natomiast grając value graniczne mamy dwa podstawowe ryzyka: wspomniane wcześniej większe prawdopodobieństwo odchylenia od zysku w długim terminie oraz możliwość przeszacowania/niedoszacowania granego przez nas kursu w taki sposób, że w żadnym wypadku nie jest to value (nawet graniczne). Są zatem plusy i minusy obu podejść.
    3. Tutaj wychodzi ogromna przewaga tradingu nad przedmeczowym bettingiem. Poza tym, że jak wiadomo trading daje możliwość na pocięcie strat to dodatkowo, w szczególności trading in play takich dyscyplin jak koszykówka, tenis, wyścigi konne, darty daje ogromną liczbę możliwości na wejście przy zmieniającej się sytuacji meczowej. Przedmeczowo możemy analizować tylko doniesienia o stanie zdrowia zawodników i innych czynnikach technicznych. W meczu bierzemy już pod uwagę wynik i w wielu dyscyplinach każde zdobycie punktu daje nam możliwość przyjrzenia się rynkowi i wykonania nowego wejścia uwzględniając wszystkie czynniki, a w szczególności ten najważniejszy czyli nowy wynik. Dzięki temu grając in play możemy wykonać już w trakcie jednego meczu kilkanaście - kilkadziesiąt wejść w rynek próbując grać graniczne value. Dzięki temu szybciej dojdziemy do momentu gdzie odchylenie od oczekiwanego zysku będzie miało dla nas coraz mniejsze znaczenie, ponieważ przy kilkugodzinnym tradingu możemy w jeden tylko dzień wykonać kilkaset wejść, co w bettingu i analizowaniu danych przedmeczowych, żeby znaleźć value i odpowiedni mecz zajęłoby nam pewnie kilka lat, a już co najmniej kilka miesięcy.
     
    Wszystko co do tej pory napisałem w tym wątku dotyczy płaskiej stawki. Kolejnym zagrożeniem dla długoterminowego zysku przy graniu value jest bowiem właśnie stawkowanie. Często zdarza się, że widzimy jak kurs świruje i czujemy że jest teraz okazja zagrać naprawdę silne value. Kusi wtedy i często słusznie, żeby zagrać to naprawdę dużą stawką. Na takie coś powinni sobie pozwalać jednak tylko doświadczeni traderzy, którzy mogą przyjąć duża stratę bez problemu. U innych którzy dopiero zaczęli zarabiać to jedno duże wejście może spowodować że budowany przez kilkadziesiąt meczów zysk zostanie zdjęty częściowo lub nawet całkowicie zniwelowany, mimo tego że zagraliśmy zdarzenie za kurs powiedzmy 1.70 w momencie kiedy powinien być na poziomie 1.50. Jest to sytuacja niezwykle przykra dla psychiki ponieważ nie popełniamy błędu w ocenie prawdopodobieństwa tylko w stawkowaniu, które nota bene nie ma aż tak dużego znaczenia jak samo zauważanie i granie value.
    Jest też druga strona medalu i podobnie dobra okazja którą zauważamy, czasami może wcale nie być okazją, ale niedoinformowaniem nas o jakimś kluczowym czynniku takim jak kontuzja, ustawka itp. dlatego warto uważać na stawkę wprowadzić sobie odgórne ograniczenia na betfair na limit ryzyka, który można zmienić tylko mailowo lub telefonicznie, żeby nie porwała nas pseudo okazja. Skutki takiego braku kontroli stawki i zewnętrznych limitów mogą być ogromnie bolesne o czym przekonał się jeden z użytkowników tego forum - doświadczony trader opisujący swoją przykrą sytuację w niniejszym wątku: http://sport.traderzy.pl/topic/4585-historia-najwi%C4%99kszego-reda/
     
    Ostatnią przyczyną braku zysków mimo grania value, którą chcę wskazać jest nieumiejętność cięcia strat. Jak ciąć straty nigdy do końca nie można odpowiedzieć, każda sytuacja jest inna i nie ma tutaj prostych schematów, ale jest to temat na tyle ciekawy i ważny, że mam zamiar poruszyć go kiedyś w osobnym wątku i postaram się wskazać chociaż podstawowe zasady dotyczące cięcia strat.
     
     
  17. Like
    adam82 otrzymał reputację od Kuchar za wpis na blogu, Czy value to wszystko?   
    Nie.
    Value to nie wszystko. Bez odpowiedniego zarządzania otwartymi pozycjami, bez odpowiedniego stawkowania granie nawet bardzo potężnego value może doprowadzić nas do bankructwa. Z drugiej strony - trader który nie gra value  , może dzięki narzuceniu sobie pewnych zasad ograniczających czynniki ryzyka i maksymalizujących zysk wychodzić na plus, lub przynajmniej utrzymywać się koło zera.
    I właśnie tym wpisem, w którym nic nie ma chciałbym zapoczątkować serię wpisów o zarządzaniu otwartą pozycją na betfair. Liczę na to, że wena przyjdzie w kolejnych dniach/tygodniach i tam znajdzie się jednak parę ciekawych informacji, czego Wam wszystkim i sobie samemu w tym jeszcze całkiem świeżym 2016 roku życzę.
     
  18. Like
    adam82 otrzymał reputację od Makubczak za wpis na blogu, Kiedy value nie gra?   
    Więc pisałem ostatnio, że grając value można się doprowadzić do bankructwa. Jest to prawda, ale jest to też stwierdzenie trochę naciągane. Trzeba mieć bowiem sporego pecha albo nie do końca poważnie podchodzić do bettingu/tradingu albo mieć bardzo słabą psychikę, żeby grając value przegrywać długoterminowo, co za chwilę dokładniej opiszę.
    Trzeba zacząć od tego że value to pojęcie bardzo względne. Załóżmy, że kurs w zdarzeniu dwudrożnym odwzorowujący realne prawdopodobieństwo zwycięstwa danego zawodnika wynosi 1.5. Grając więc kursy powyżej 1.50 gramy value, z tym że jest diametralna różnica w tym czy będziemy w tym momencie próbować grać kurs 1.51, 1.55, 1.60 czy 2.00 czy jeszcze wyżej
    W zdecydowanej większości przypadków nie będziemy w stanie zagrać tych wysokich kursów rzędu powiedzmy 1.60+ Te kursy będę nazywał silnym value resztę będę nazywał value granicznym.
    Grając value graniczne jesteśmy oczywiście dużo bardziej narażeni na długoterminowe straty ponieważ nasze zyski z tego minimalnego value które gramy może pożreć prowizja betfair, bądź tymczasowe odchylenie od średniej wartości zysku który powinniśmy generować.
    Zróbmy z tego przykład i przyjmijmy ten nasz kurs 1.50 jako odwzorowujący realne prawdopodobieństwo 2/3 na zwycięstwo danego zawodnika. Każdy ma inną prowizję z wygranych rynków ale początkowo jest to u prawie każdego 5% (kiedyś przynajmniej było, potem dla Polaków było 6,5% potem zaczęli jeszcze bardziej mieszać i teraz też to jest zależne chyba od jakichś innych czynników). Żeby być w długim terminie na 0 przy prowizji 0% powinniśmy grać właśnie te kursy 1.50, ale mając prowizję 5% powinniśmy grać kurs w przybliżeniu 1.5263 co wynika łatwo ze wzoru x = 0.50/0.95 Mniejsza z tym, jeżeli ktoś mimo wszystko nie rozumie z czego wynika ta liczba, bo to nie ma takiego znaczenia warto jednak wiedzieć, że prowizja betfair sprawia, że granica value znajduję się trochę wyżej  niż by się wydawało i w tym wypadku powinniśmy grać kursy co najmniej 1.53.
    Teraz trochę o odchyleniu od oczekiwanego zyku przy graniu value. Prawdopodobieństwo to tylko prawdopodobieństwo Mając ten kurs 1.50 co określa dokładnie prawdopodobieństwo 66,(6)% wiemy tylko że powtarzając dane zdarzenie (mecz) nieskończenie wiele razy to zwycięstwo danego zawodnika otrzymamy w 66% przypadków. My jednak nie mamy nieskończenie wiele meczów. Może się zdarzyć tak, że po 10 meczach ten faworyt wygrał tylko 3 mecze (30%) lub 9 meczów (90%) Przy tak małej liczbie rozegranych meczów takie sytuacje zdarzają się stosunkowo często i właśnie tutaj leży klucz do value. Granie value ma sens jeżeli robimy to regularnie i na jak największej próbce. Po zbetowaniu kilkanaście - kilkudziesięciu meczów cały czas jest bardzo duża szansa, że nawet grając value nasz bilans będzie ujemny. Jeżeli liczba meczów które zagraliśmy liczy się w setkach jest już dużo trudniej o pecha, natomiast jeżeli rozegraliśmy kilka tysięcy zdarzeń to prawdopodobieństwo, że dalej będziemy na minusie nawet grając value jest już mikroskopijne.
    Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na 3 rzeczy:
    1. Nie warto przesadzić w drugą stronę i szukać value na siłę, bo wtedy większe prawdopodobieństwo, że ten kurs który zagramy jednak nie będzie miał żadnej wartości.
    2. Duże znaczenie ma czy gramy value graniczne czy value silne. Grając value graniczne pech może nam trzymać bilans na minusie przez kilkadziesiąt (kilkaset) meczów, przy value silnym po kilkudziesięciu (czy nawet kilkunastu) zdarzeniach powinniśmy wskoczyć już  na plus i nigdy go nie opuszczać oczywiście trzymając się tego samego sposobu gry.
    Czy lepiej grać value graniczne, czy silne? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Próbując grać tylko value silne tracimy bardzo dużo okazji na zysk co prawda minimalny ale zysk, natomiast grając value graniczne mamy dwa podstawowe ryzyka: wspomniane wcześniej większe prawdopodobieństwo odchylenia od zysku w długim terminie oraz możliwość przeszacowania/niedoszacowania granego przez nas kursu w taki sposób, że w żadnym wypadku nie jest to value (nawet graniczne). Są zatem plusy i minusy obu podejść.
    3. Tutaj wychodzi ogromna przewaga tradingu nad przedmeczowym bettingiem. Poza tym, że jak wiadomo trading daje możliwość na pocięcie strat to dodatkowo, w szczególności trading in play takich dyscyplin jak koszykówka, tenis, wyścigi konne, darty daje ogromną liczbę możliwości na wejście przy zmieniającej się sytuacji meczowej. Przedmeczowo możemy analizować tylko doniesienia o stanie zdrowia zawodników i innych czynnikach technicznych. W meczu bierzemy już pod uwagę wynik i w wielu dyscyplinach każde zdobycie punktu daje nam możliwość przyjrzenia się rynkowi i wykonania nowego wejścia uwzględniając wszystkie czynniki, a w szczególności ten najważniejszy czyli nowy wynik. Dzięki temu grając in play możemy wykonać już w trakcie jednego meczu kilkanaście - kilkadziesiąt wejść w rynek próbując grać graniczne value. Dzięki temu szybciej dojdziemy do momentu gdzie odchylenie od oczekiwanego zysku będzie miało dla nas coraz mniejsze znaczenie, ponieważ przy kilkugodzinnym tradingu możemy w jeden tylko dzień wykonać kilkaset wejść, co w bettingu i analizowaniu danych przedmeczowych, żeby znaleźć value i odpowiedni mecz zajęłoby nam pewnie kilka lat, a już co najmniej kilka miesięcy.
     
    Wszystko co do tej pory napisałem w tym wątku dotyczy płaskiej stawki. Kolejnym zagrożeniem dla długoterminowego zysku przy graniu value jest bowiem właśnie stawkowanie. Często zdarza się, że widzimy jak kurs świruje i czujemy że jest teraz okazja zagrać naprawdę silne value. Kusi wtedy i często słusznie, żeby zagrać to naprawdę dużą stawką. Na takie coś powinni sobie pozwalać jednak tylko doświadczeni traderzy, którzy mogą przyjąć duża stratę bez problemu. U innych którzy dopiero zaczęli zarabiać to jedno duże wejście może spowodować że budowany przez kilkadziesiąt meczów zysk zostanie zdjęty częściowo lub nawet całkowicie zniwelowany, mimo tego że zagraliśmy zdarzenie za kurs powiedzmy 1.70 w momencie kiedy powinien być na poziomie 1.50. Jest to sytuacja niezwykle przykra dla psychiki ponieważ nie popełniamy błędu w ocenie prawdopodobieństwa tylko w stawkowaniu, które nota bene nie ma aż tak dużego znaczenia jak samo zauważanie i granie value.
    Jest też druga strona medalu i podobnie dobra okazja którą zauważamy, czasami może wcale nie być okazją, ale niedoinformowaniem nas o jakimś kluczowym czynniku takim jak kontuzja, ustawka itp. dlatego warto uważać na stawkę wprowadzić sobie odgórne ograniczenia na betfair na limit ryzyka, który można zmienić tylko mailowo lub telefonicznie, żeby nie porwała nas pseudo okazja. Skutki takiego braku kontroli stawki i zewnętrznych limitów mogą być ogromnie bolesne o czym przekonał się jeden z użytkowników tego forum - doświadczony trader opisujący swoją przykrą sytuację w niniejszym wątku: http://sport.traderzy.pl/topic/4585-historia-najwi%C4%99kszego-reda/
     
    Ostatnią przyczyną braku zysków mimo grania value, którą chcę wskazać jest nieumiejętność cięcia strat. Jak ciąć straty nigdy do końca nie można odpowiedzieć, każda sytuacja jest inna i nie ma tutaj prostych schematów, ale jest to temat na tyle ciekawy i ważny, że mam zamiar poruszyć go kiedyś w osobnym wątku i postaram się wskazać chociaż podstawowe zasady dotyczące cięcia strat.
     
     
  19. Like
    adam82 otrzymał reputację od Backrus za wpis na blogu, Kiedy value nie gra?   
    Więc pisałem ostatnio, że grając value można się doprowadzić do bankructwa. Jest to prawda, ale jest to też stwierdzenie trochę naciągane. Trzeba mieć bowiem sporego pecha albo nie do końca poważnie podchodzić do bettingu/tradingu albo mieć bardzo słabą psychikę, żeby grając value przegrywać długoterminowo, co za chwilę dokładniej opiszę.
    Trzeba zacząć od tego że value to pojęcie bardzo względne. Załóżmy, że kurs w zdarzeniu dwudrożnym odwzorowujący realne prawdopodobieństwo zwycięstwa danego zawodnika wynosi 1.5. Grając więc kursy powyżej 1.50 gramy value, z tym że jest diametralna różnica w tym czy będziemy w tym momencie próbować grać kurs 1.51, 1.55, 1.60 czy 2.00 czy jeszcze wyżej
    W zdecydowanej większości przypadków nie będziemy w stanie zagrać tych wysokich kursów rzędu powiedzmy 1.60+ Te kursy będę nazywał silnym value resztę będę nazywał value granicznym.
    Grając value graniczne jesteśmy oczywiście dużo bardziej narażeni na długoterminowe straty ponieważ nasze zyski z tego minimalnego value które gramy może pożreć prowizja betfair, bądź tymczasowe odchylenie od średniej wartości zysku który powinniśmy generować.
    Zróbmy z tego przykład i przyjmijmy ten nasz kurs 1.50 jako odwzorowujący realne prawdopodobieństwo 2/3 na zwycięstwo danego zawodnika. Każdy ma inną prowizję z wygranych rynków ale początkowo jest to u prawie każdego 5% (kiedyś przynajmniej było, potem dla Polaków było 6,5% potem zaczęli jeszcze bardziej mieszać i teraz też to jest zależne chyba od jakichś innych czynników). Żeby być w długim terminie na 0 przy prowizji 0% powinniśmy grać właśnie te kursy 1.50, ale mając prowizję 5% powinniśmy grać kurs w przybliżeniu 1.5263 co wynika łatwo ze wzoru x = 0.50/0.95 Mniejsza z tym, jeżeli ktoś mimo wszystko nie rozumie z czego wynika ta liczba, bo to nie ma takiego znaczenia warto jednak wiedzieć, że prowizja betfair sprawia, że granica value znajduję się trochę wyżej  niż by się wydawało i w tym wypadku powinniśmy grać kursy co najmniej 1.53.
    Teraz trochę o odchyleniu od oczekiwanego zyku przy graniu value. Prawdopodobieństwo to tylko prawdopodobieństwo Mając ten kurs 1.50 co określa dokładnie prawdopodobieństwo 66,(6)% wiemy tylko że powtarzając dane zdarzenie (mecz) nieskończenie wiele razy to zwycięstwo danego zawodnika otrzymamy w 66% przypadków. My jednak nie mamy nieskończenie wiele meczów. Może się zdarzyć tak, że po 10 meczach ten faworyt wygrał tylko 3 mecze (30%) lub 9 meczów (90%) Przy tak małej liczbie rozegranych meczów takie sytuacje zdarzają się stosunkowo często i właśnie tutaj leży klucz do value. Granie value ma sens jeżeli robimy to regularnie i na jak największej próbce. Po zbetowaniu kilkanaście - kilkudziesięciu meczów cały czas jest bardzo duża szansa, że nawet grając value nasz bilans będzie ujemny. Jeżeli liczba meczów które zagraliśmy liczy się w setkach jest już dużo trudniej o pecha, natomiast jeżeli rozegraliśmy kilka tysięcy zdarzeń to prawdopodobieństwo, że dalej będziemy na minusie nawet grając value jest już mikroskopijne.
    Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na 3 rzeczy:
    1. Nie warto przesadzić w drugą stronę i szukać value na siłę, bo wtedy większe prawdopodobieństwo, że ten kurs który zagramy jednak nie będzie miał żadnej wartości.
    2. Duże znaczenie ma czy gramy value graniczne czy value silne. Grając value graniczne pech może nam trzymać bilans na minusie przez kilkadziesiąt (kilkaset) meczów, przy value silnym po kilkudziesięciu (czy nawet kilkunastu) zdarzeniach powinniśmy wskoczyć już  na plus i nigdy go nie opuszczać oczywiście trzymając się tego samego sposobu gry.
    Czy lepiej grać value graniczne, czy silne? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Próbując grać tylko value silne tracimy bardzo dużo okazji na zysk co prawda minimalny ale zysk, natomiast grając value graniczne mamy dwa podstawowe ryzyka: wspomniane wcześniej większe prawdopodobieństwo odchylenia od zysku w długim terminie oraz możliwość przeszacowania/niedoszacowania granego przez nas kursu w taki sposób, że w żadnym wypadku nie jest to value (nawet graniczne). Są zatem plusy i minusy obu podejść.
    3. Tutaj wychodzi ogromna przewaga tradingu nad przedmeczowym bettingiem. Poza tym, że jak wiadomo trading daje możliwość na pocięcie strat to dodatkowo, w szczególności trading in play takich dyscyplin jak koszykówka, tenis, wyścigi konne, darty daje ogromną liczbę możliwości na wejście przy zmieniającej się sytuacji meczowej. Przedmeczowo możemy analizować tylko doniesienia o stanie zdrowia zawodników i innych czynnikach technicznych. W meczu bierzemy już pod uwagę wynik i w wielu dyscyplinach każde zdobycie punktu daje nam możliwość przyjrzenia się rynkowi i wykonania nowego wejścia uwzględniając wszystkie czynniki, a w szczególności ten najważniejszy czyli nowy wynik. Dzięki temu grając in play możemy wykonać już w trakcie jednego meczu kilkanaście - kilkadziesiąt wejść w rynek próbując grać graniczne value. Dzięki temu szybciej dojdziemy do momentu gdzie odchylenie od oczekiwanego zysku będzie miało dla nas coraz mniejsze znaczenie, ponieważ przy kilkugodzinnym tradingu możemy w jeden tylko dzień wykonać kilkaset wejść, co w bettingu i analizowaniu danych przedmeczowych, żeby znaleźć value i odpowiedni mecz zajęłoby nam pewnie kilka lat, a już co najmniej kilka miesięcy.
     
    Wszystko co do tej pory napisałem w tym wątku dotyczy płaskiej stawki. Kolejnym zagrożeniem dla długoterminowego zysku przy graniu value jest bowiem właśnie stawkowanie. Często zdarza się, że widzimy jak kurs świruje i czujemy że jest teraz okazja zagrać naprawdę silne value. Kusi wtedy i często słusznie, żeby zagrać to naprawdę dużą stawką. Na takie coś powinni sobie pozwalać jednak tylko doświadczeni traderzy, którzy mogą przyjąć duża stratę bez problemu. U innych którzy dopiero zaczęli zarabiać to jedno duże wejście może spowodować że budowany przez kilkadziesiąt meczów zysk zostanie zdjęty częściowo lub nawet całkowicie zniwelowany, mimo tego że zagraliśmy zdarzenie za kurs powiedzmy 1.70 w momencie kiedy powinien być na poziomie 1.50. Jest to sytuacja niezwykle przykra dla psychiki ponieważ nie popełniamy błędu w ocenie prawdopodobieństwa tylko w stawkowaniu, które nota bene nie ma aż tak dużego znaczenia jak samo zauważanie i granie value.
    Jest też druga strona medalu i podobnie dobra okazja którą zauważamy, czasami może wcale nie być okazją, ale niedoinformowaniem nas o jakimś kluczowym czynniku takim jak kontuzja, ustawka itp. dlatego warto uważać na stawkę wprowadzić sobie odgórne ograniczenia na betfair na limit ryzyka, który można zmienić tylko mailowo lub telefonicznie, żeby nie porwała nas pseudo okazja. Skutki takiego braku kontroli stawki i zewnętrznych limitów mogą być ogromnie bolesne o czym przekonał się jeden z użytkowników tego forum - doświadczony trader opisujący swoją przykrą sytuację w niniejszym wątku: http://sport.traderzy.pl/topic/4585-historia-najwi%C4%99kszego-reda/
     
    Ostatnią przyczyną braku zysków mimo grania value, którą chcę wskazać jest nieumiejętność cięcia strat. Jak ciąć straty nigdy do końca nie można odpowiedzieć, każda sytuacja jest inna i nie ma tutaj prostych schematów, ale jest to temat na tyle ciekawy i ważny, że mam zamiar poruszyć go kiedyś w osobnym wątku i postaram się wskazać chociaż podstawowe zasady dotyczące cięcia strat.
     
     
  20. Like
    adam82 otrzymał reputację od firence za wpis na blogu, Kiedy value nie gra?   
    Więc pisałem ostatnio, że grając value można się doprowadzić do bankructwa. Jest to prawda, ale jest to też stwierdzenie trochę naciągane. Trzeba mieć bowiem sporego pecha albo nie do końca poważnie podchodzić do bettingu/tradingu albo mieć bardzo słabą psychikę, żeby grając value przegrywać długoterminowo, co za chwilę dokładniej opiszę.
    Trzeba zacząć od tego że value to pojęcie bardzo względne. Załóżmy, że kurs w zdarzeniu dwudrożnym odwzorowujący realne prawdopodobieństwo zwycięstwa danego zawodnika wynosi 1.5. Grając więc kursy powyżej 1.50 gramy value, z tym że jest diametralna różnica w tym czy będziemy w tym momencie próbować grać kurs 1.51, 1.55, 1.60 czy 2.00 czy jeszcze wyżej
    W zdecydowanej większości przypadków nie będziemy w stanie zagrać tych wysokich kursów rzędu powiedzmy 1.60+ Te kursy będę nazywał silnym value resztę będę nazywał value granicznym.
    Grając value graniczne jesteśmy oczywiście dużo bardziej narażeni na długoterminowe straty ponieważ nasze zyski z tego minimalnego value które gramy może pożreć prowizja betfair, bądź tymczasowe odchylenie od średniej wartości zysku który powinniśmy generować.
    Zróbmy z tego przykład i przyjmijmy ten nasz kurs 1.50 jako odwzorowujący realne prawdopodobieństwo 2/3 na zwycięstwo danego zawodnika. Każdy ma inną prowizję z wygranych rynków ale początkowo jest to u prawie każdego 5% (kiedyś przynajmniej było, potem dla Polaków było 6,5% potem zaczęli jeszcze bardziej mieszać i teraz też to jest zależne chyba od jakichś innych czynników). Żeby być w długim terminie na 0 przy prowizji 0% powinniśmy grać właśnie te kursy 1.50, ale mając prowizję 5% powinniśmy grać kurs w przybliżeniu 1.5263 co wynika łatwo ze wzoru x = 0.50/0.95 Mniejsza z tym, jeżeli ktoś mimo wszystko nie rozumie z czego wynika ta liczba, bo to nie ma takiego znaczenia warto jednak wiedzieć, że prowizja betfair sprawia, że granica value znajduję się trochę wyżej  niż by się wydawało i w tym wypadku powinniśmy grać kursy co najmniej 1.53.
    Teraz trochę o odchyleniu od oczekiwanego zyku przy graniu value. Prawdopodobieństwo to tylko prawdopodobieństwo Mając ten kurs 1.50 co określa dokładnie prawdopodobieństwo 66,(6)% wiemy tylko że powtarzając dane zdarzenie (mecz) nieskończenie wiele razy to zwycięstwo danego zawodnika otrzymamy w 66% przypadków. My jednak nie mamy nieskończenie wiele meczów. Może się zdarzyć tak, że po 10 meczach ten faworyt wygrał tylko 3 mecze (30%) lub 9 meczów (90%) Przy tak małej liczbie rozegranych meczów takie sytuacje zdarzają się stosunkowo często i właśnie tutaj leży klucz do value. Granie value ma sens jeżeli robimy to regularnie i na jak największej próbce. Po zbetowaniu kilkanaście - kilkudziesięciu meczów cały czas jest bardzo duża szansa, że nawet grając value nasz bilans będzie ujemny. Jeżeli liczba meczów które zagraliśmy liczy się w setkach jest już dużo trudniej o pecha, natomiast jeżeli rozegraliśmy kilka tysięcy zdarzeń to prawdopodobieństwo, że dalej będziemy na minusie nawet grając value jest już mikroskopijne.
    Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na 3 rzeczy:
    1. Nie warto przesadzić w drugą stronę i szukać value na siłę, bo wtedy większe prawdopodobieństwo, że ten kurs który zagramy jednak nie będzie miał żadnej wartości.
    2. Duże znaczenie ma czy gramy value graniczne czy value silne. Grając value graniczne pech może nam trzymać bilans na minusie przez kilkadziesiąt (kilkaset) meczów, przy value silnym po kilkudziesięciu (czy nawet kilkunastu) zdarzeniach powinniśmy wskoczyć już  na plus i nigdy go nie opuszczać oczywiście trzymając się tego samego sposobu gry.
    Czy lepiej grać value graniczne, czy silne? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Próbując grać tylko value silne tracimy bardzo dużo okazji na zysk co prawda minimalny ale zysk, natomiast grając value graniczne mamy dwa podstawowe ryzyka: wspomniane wcześniej większe prawdopodobieństwo odchylenia od zysku w długim terminie oraz możliwość przeszacowania/niedoszacowania granego przez nas kursu w taki sposób, że w żadnym wypadku nie jest to value (nawet graniczne). Są zatem plusy i minusy obu podejść.
    3. Tutaj wychodzi ogromna przewaga tradingu nad przedmeczowym bettingiem. Poza tym, że jak wiadomo trading daje możliwość na pocięcie strat to dodatkowo, w szczególności trading in play takich dyscyplin jak koszykówka, tenis, wyścigi konne, darty daje ogromną liczbę możliwości na wejście przy zmieniającej się sytuacji meczowej. Przedmeczowo możemy analizować tylko doniesienia o stanie zdrowia zawodników i innych czynnikach technicznych. W meczu bierzemy już pod uwagę wynik i w wielu dyscyplinach każde zdobycie punktu daje nam możliwość przyjrzenia się rynkowi i wykonania nowego wejścia uwzględniając wszystkie czynniki, a w szczególności ten najważniejszy czyli nowy wynik. Dzięki temu grając in play możemy wykonać już w trakcie jednego meczu kilkanaście - kilkadziesiąt wejść w rynek próbując grać graniczne value. Dzięki temu szybciej dojdziemy do momentu gdzie odchylenie od oczekiwanego zysku będzie miało dla nas coraz mniejsze znaczenie, ponieważ przy kilkugodzinnym tradingu możemy w jeden tylko dzień wykonać kilkaset wejść, co w bettingu i analizowaniu danych przedmeczowych, żeby znaleźć value i odpowiedni mecz zajęłoby nam pewnie kilka lat, a już co najmniej kilka miesięcy.
     
    Wszystko co do tej pory napisałem w tym wątku dotyczy płaskiej stawki. Kolejnym zagrożeniem dla długoterminowego zysku przy graniu value jest bowiem właśnie stawkowanie. Często zdarza się, że widzimy jak kurs świruje i czujemy że jest teraz okazja zagrać naprawdę silne value. Kusi wtedy i często słusznie, żeby zagrać to naprawdę dużą stawką. Na takie coś powinni sobie pozwalać jednak tylko doświadczeni traderzy, którzy mogą przyjąć duża stratę bez problemu. U innych którzy dopiero zaczęli zarabiać to jedno duże wejście może spowodować że budowany przez kilkadziesiąt meczów zysk zostanie zdjęty częściowo lub nawet całkowicie zniwelowany, mimo tego że zagraliśmy zdarzenie za kurs powiedzmy 1.70 w momencie kiedy powinien być na poziomie 1.50. Jest to sytuacja niezwykle przykra dla psychiki ponieważ nie popełniamy błędu w ocenie prawdopodobieństwa tylko w stawkowaniu, które nota bene nie ma aż tak dużego znaczenia jak samo zauważanie i granie value.
    Jest też druga strona medalu i podobnie dobra okazja którą zauważamy, czasami może wcale nie być okazją, ale niedoinformowaniem nas o jakimś kluczowym czynniku takim jak kontuzja, ustawka itp. dlatego warto uważać na stawkę wprowadzić sobie odgórne ograniczenia na betfair na limit ryzyka, który można zmienić tylko mailowo lub telefonicznie, żeby nie porwała nas pseudo okazja. Skutki takiego braku kontroli stawki i zewnętrznych limitów mogą być ogromnie bolesne o czym przekonał się jeden z użytkowników tego forum - doświadczony trader opisujący swoją przykrą sytuację w niniejszym wątku: http://sport.traderzy.pl/topic/4585-historia-najwi%C4%99kszego-reda/
     
    Ostatnią przyczyną braku zysków mimo grania value, którą chcę wskazać jest nieumiejętność cięcia strat. Jak ciąć straty nigdy do końca nie można odpowiedzieć, każda sytuacja jest inna i nie ma tutaj prostych schematów, ale jest to temat na tyle ciekawy i ważny, że mam zamiar poruszyć go kiedyś w osobnym wątku i postaram się wskazać chociaż podstawowe zasady dotyczące cięcia strat.
     
     
  21. Like
    adam82 otrzymał reputację od sebo2255 za wpis na blogu, Kiedy value nie gra?   
    Więc pisałem ostatnio, że grając value można się doprowadzić do bankructwa. Jest to prawda, ale jest to też stwierdzenie trochę naciągane. Trzeba mieć bowiem sporego pecha albo nie do końca poważnie podchodzić do bettingu/tradingu albo mieć bardzo słabą psychikę, żeby grając value przegrywać długoterminowo, co za chwilę dokładniej opiszę.
    Trzeba zacząć od tego że value to pojęcie bardzo względne. Załóżmy, że kurs w zdarzeniu dwudrożnym odwzorowujący realne prawdopodobieństwo zwycięstwa danego zawodnika wynosi 1.5. Grając więc kursy powyżej 1.50 gramy value, z tym że jest diametralna różnica w tym czy będziemy w tym momencie próbować grać kurs 1.51, 1.55, 1.60 czy 2.00 czy jeszcze wyżej
    W zdecydowanej większości przypadków nie będziemy w stanie zagrać tych wysokich kursów rzędu powiedzmy 1.60+ Te kursy będę nazywał silnym value resztę będę nazywał value granicznym.
    Grając value graniczne jesteśmy oczywiście dużo bardziej narażeni na długoterminowe straty ponieważ nasze zyski z tego minimalnego value które gramy może pożreć prowizja betfair, bądź tymczasowe odchylenie od średniej wartości zysku który powinniśmy generować.
    Zróbmy z tego przykład i przyjmijmy ten nasz kurs 1.50 jako odwzorowujący realne prawdopodobieństwo 2/3 na zwycięstwo danego zawodnika. Każdy ma inną prowizję z wygranych rynków ale początkowo jest to u prawie każdego 5% (kiedyś przynajmniej było, potem dla Polaków było 6,5% potem zaczęli jeszcze bardziej mieszać i teraz też to jest zależne chyba od jakichś innych czynników). Żeby być w długim terminie na 0 przy prowizji 0% powinniśmy grać właśnie te kursy 1.50, ale mając prowizję 5% powinniśmy grać kurs w przybliżeniu 1.5263 co wynika łatwo ze wzoru x = 0.50/0.95 Mniejsza z tym, jeżeli ktoś mimo wszystko nie rozumie z czego wynika ta liczba, bo to nie ma takiego znaczenia warto jednak wiedzieć, że prowizja betfair sprawia, że granica value znajduję się trochę wyżej  niż by się wydawało i w tym wypadku powinniśmy grać kursy co najmniej 1.53.
    Teraz trochę o odchyleniu od oczekiwanego zyku przy graniu value. Prawdopodobieństwo to tylko prawdopodobieństwo Mając ten kurs 1.50 co określa dokładnie prawdopodobieństwo 66,(6)% wiemy tylko że powtarzając dane zdarzenie (mecz) nieskończenie wiele razy to zwycięstwo danego zawodnika otrzymamy w 66% przypadków. My jednak nie mamy nieskończenie wiele meczów. Może się zdarzyć tak, że po 10 meczach ten faworyt wygrał tylko 3 mecze (30%) lub 9 meczów (90%) Przy tak małej liczbie rozegranych meczów takie sytuacje zdarzają się stosunkowo często i właśnie tutaj leży klucz do value. Granie value ma sens jeżeli robimy to regularnie i na jak największej próbce. Po zbetowaniu kilkanaście - kilkudziesięciu meczów cały czas jest bardzo duża szansa, że nawet grając value nasz bilans będzie ujemny. Jeżeli liczba meczów które zagraliśmy liczy się w setkach jest już dużo trudniej o pecha, natomiast jeżeli rozegraliśmy kilka tysięcy zdarzeń to prawdopodobieństwo, że dalej będziemy na minusie nawet grając value jest już mikroskopijne.
    Chciałbym tutaj zwrócić uwagę na 3 rzeczy:
    1. Nie warto przesadzić w drugą stronę i szukać value na siłę, bo wtedy większe prawdopodobieństwo, że ten kurs który zagramy jednak nie będzie miał żadnej wartości.
    2. Duże znaczenie ma czy gramy value graniczne czy value silne. Grając value graniczne pech może nam trzymać bilans na minusie przez kilkadziesiąt (kilkaset) meczów, przy value silnym po kilkudziesięciu (czy nawet kilkunastu) zdarzeniach powinniśmy wskoczyć już  na plus i nigdy go nie opuszczać oczywiście trzymając się tego samego sposobu gry.
    Czy lepiej grać value graniczne, czy silne? Nie potrafię na to odpowiedzieć. Próbując grać tylko value silne tracimy bardzo dużo okazji na zysk co prawda minimalny ale zysk, natomiast grając value graniczne mamy dwa podstawowe ryzyka: wspomniane wcześniej większe prawdopodobieństwo odchylenia od zysku w długim terminie oraz możliwość przeszacowania/niedoszacowania granego przez nas kursu w taki sposób, że w żadnym wypadku nie jest to value (nawet graniczne). Są zatem plusy i minusy obu podejść.
    3. Tutaj wychodzi ogromna przewaga tradingu nad przedmeczowym bettingiem. Poza tym, że jak wiadomo trading daje możliwość na pocięcie strat to dodatkowo, w szczególności trading in play takich dyscyplin jak koszykówka, tenis, wyścigi konne, darty daje ogromną liczbę możliwości na wejście przy zmieniającej się sytuacji meczowej. Przedmeczowo możemy analizować tylko doniesienia o stanie zdrowia zawodników i innych czynnikach technicznych. W meczu bierzemy już pod uwagę wynik i w wielu dyscyplinach każde zdobycie punktu daje nam możliwość przyjrzenia się rynkowi i wykonania nowego wejścia uwzględniając wszystkie czynniki, a w szczególności ten najważniejszy czyli nowy wynik. Dzięki temu grając in play możemy wykonać już w trakcie jednego meczu kilkanaście - kilkadziesiąt wejść w rynek próbując grać graniczne value. Dzięki temu szybciej dojdziemy do momentu gdzie odchylenie od oczekiwanego zysku będzie miało dla nas coraz mniejsze znaczenie, ponieważ przy kilkugodzinnym tradingu możemy w jeden tylko dzień wykonać kilkaset wejść, co w bettingu i analizowaniu danych przedmeczowych, żeby znaleźć value i odpowiedni mecz zajęłoby nam pewnie kilka lat, a już co najmniej kilka miesięcy.
     
    Wszystko co do tej pory napisałem w tym wątku dotyczy płaskiej stawki. Kolejnym zagrożeniem dla długoterminowego zysku przy graniu value jest bowiem właśnie stawkowanie. Często zdarza się, że widzimy jak kurs świruje i czujemy że jest teraz okazja zagrać naprawdę silne value. Kusi wtedy i często słusznie, żeby zagrać to naprawdę dużą stawką. Na takie coś powinni sobie pozwalać jednak tylko doświadczeni traderzy, którzy mogą przyjąć duża stratę bez problemu. U innych którzy dopiero zaczęli zarabiać to jedno duże wejście może spowodować że budowany przez kilkadziesiąt meczów zysk zostanie zdjęty częściowo lub nawet całkowicie zniwelowany, mimo tego że zagraliśmy zdarzenie za kurs powiedzmy 1.70 w momencie kiedy powinien być na poziomie 1.50. Jest to sytuacja niezwykle przykra dla psychiki ponieważ nie popełniamy błędu w ocenie prawdopodobieństwa tylko w stawkowaniu, które nota bene nie ma aż tak dużego znaczenia jak samo zauważanie i granie value.
    Jest też druga strona medalu i podobnie dobra okazja którą zauważamy, czasami może wcale nie być okazją, ale niedoinformowaniem nas o jakimś kluczowym czynniku takim jak kontuzja, ustawka itp. dlatego warto uważać na stawkę wprowadzić sobie odgórne ograniczenia na betfair na limit ryzyka, który można zmienić tylko mailowo lub telefonicznie, żeby nie porwała nas pseudo okazja. Skutki takiego braku kontroli stawki i zewnętrznych limitów mogą być ogromnie bolesne o czym przekonał się jeden z użytkowników tego forum - doświadczony trader opisujący swoją przykrą sytuację w niniejszym wątku: http://sport.traderzy.pl/topic/4585-historia-najwi%C4%99kszego-reda/
     
    Ostatnią przyczyną braku zysków mimo grania value, którą chcę wskazać jest nieumiejętność cięcia strat. Jak ciąć straty nigdy do końca nie można odpowiedzieć, każda sytuacja jest inna i nie ma tutaj prostych schematów, ale jest to temat na tyle ciekawy i ważny, że mam zamiar poruszyć go kiedyś w osobnym wątku i postaram się wskazać chociaż podstawowe zasady dotyczące cięcia strat.
     
     
  22. Like
    adam82 otrzymał reputację od zicoo za wpis na blogu, Czy value to wszystko?   
    Nie.
    Value to nie wszystko. Bez odpowiedniego zarządzania otwartymi pozycjami, bez odpowiedniego stawkowania granie nawet bardzo potężnego value może doprowadzić nas do bankructwa. Z drugiej strony - trader który nie gra value  , może dzięki narzuceniu sobie pewnych zasad ograniczających czynniki ryzyka i maksymalizujących zysk wychodzić na plus, lub przynajmniej utrzymywać się koło zera.
    I właśnie tym wpisem, w którym nic nie ma chciałbym zapoczątkować serię wpisów o zarządzaniu otwartą pozycją na betfair. Liczę na to, że wena przyjdzie w kolejnych dniach/tygodniach i tam znajdzie się jednak parę ciekawych informacji, czego Wam wszystkim i sobie samemu w tym jeszcze całkiem świeżym 2016 roku życzę.
     
  23. Like
    adam82 otrzymał reputację od mazitbg za wpis na blogu, Czy value to wszystko?   
    Nie.
    Value to nie wszystko. Bez odpowiedniego zarządzania otwartymi pozycjami, bez odpowiedniego stawkowania granie nawet bardzo potężnego value może doprowadzić nas do bankructwa. Z drugiej strony - trader który nie gra value  , może dzięki narzuceniu sobie pewnych zasad ograniczających czynniki ryzyka i maksymalizujących zysk wychodzić na plus, lub przynajmniej utrzymywać się koło zera.
    I właśnie tym wpisem, w którym nic nie ma chciałbym zapoczątkować serię wpisów o zarządzaniu otwartą pozycją na betfair. Liczę na to, że wena przyjdzie w kolejnych dniach/tygodniach i tam znajdzie się jednak parę ciekawych informacji, czego Wam wszystkim i sobie samemu w tym jeszcze całkiem świeżym 2016 roku życzę.
     
  24. Like
    adam82 otrzymał reputację od Backrus za wpis na blogu, Czy value to wszystko?   
    Nie.
    Value to nie wszystko. Bez odpowiedniego zarządzania otwartymi pozycjami, bez odpowiedniego stawkowania granie nawet bardzo potężnego value może doprowadzić nas do bankructwa. Z drugiej strony - trader który nie gra value  , może dzięki narzuceniu sobie pewnych zasad ograniczających czynniki ryzyka i maksymalizujących zysk wychodzić na plus, lub przynajmniej utrzymywać się koło zera.
    I właśnie tym wpisem, w którym nic nie ma chciałbym zapoczątkować serię wpisów o zarządzaniu otwartą pozycją na betfair. Liczę na to, że wena przyjdzie w kolejnych dniach/tygodniach i tam znajdzie się jednak parę ciekawych informacji, czego Wam wszystkim i sobie samemu w tym jeszcze całkiem świeżym 2016 roku życzę.
     
  25. Like
    adam82 otrzymał reputację od firence za wpis na blogu, Czy value to wszystko?   
    Nie.
    Value to nie wszystko. Bez odpowiedniego zarządzania otwartymi pozycjami, bez odpowiedniego stawkowania granie nawet bardzo potężnego value może doprowadzić nas do bankructwa. Z drugiej strony - trader który nie gra value  , może dzięki narzuceniu sobie pewnych zasad ograniczających czynniki ryzyka i maksymalizujących zysk wychodzić na plus, lub przynajmniej utrzymywać się koło zera.
    I właśnie tym wpisem, w którym nic nie ma chciałbym zapoczątkować serię wpisów o zarządzaniu otwartą pozycją na betfair. Liczę na to, że wena przyjdzie w kolejnych dniach/tygodniach i tam znajdzie się jednak parę ciekawych informacji, czego Wam wszystkim i sobie samemu w tym jeszcze całkiem świeżym 2016 roku życzę.